Menu

on the limit - blog o Formule 1

Blog o skomplikowanej teraźniejszości i bogatej historii najszybszego sportu swiata

GP Wielkiej Brytanii - Święto Hamiltona

emikai12

Podobnie jak w sezonie 2008, również w 2016 Lewis Hamilton dominował na torze Silverstone niepodzielnie. Podczas gdy tłumy angielskich kibiców świętowały w najlepsze, Nico Rosberg oraz kierowcy Ferrari i Williamsa musieli przełknąć gorzką pigułkę i pogodzić się z faktem, że druga część sezonu nie zapowiada się dla nich przyjemnie.

289002

Zaledwie tydzień po dramatycznych wydarzeniach w Austrii Formuła 1 pojawiła się w ojczyźnie Lewisa Hamiltona. Nico Rosberg był przygotowany na solidną porcje gwizdów i starał się przyjmować je z uśmiechem, sprawiając wrażenie całkowicie odpornego na presję. Atmosfera wokół Mercedesa była jednak daleka od idealnej, zwłaszcza po tym jak Niki Lauda nazwał kłamstwami zapewnienia Lewisa o dobrych stosunkach z Nico, a Toto Wolff groził wprowadzeniem poleceń zespołowych, albo nawet, co wydaje się zupełnie nie do pomyślenia, karami odsunięcia od startów, jeśli kolizje będą się powtarzać.

W rzeczywistości Wolff nie może nic poradzić na to, co się dzieje. Może grozić, ale jeśli wprowadzi polecenia zespołowe sam stanie się negatywnym bohaterem i jeszcze pogorszy atmosferę w zespole i wokół niego. Bernie Ecclestone stwierdził, nie bez racji, że kolizje są lepszą reklamą dla Mercedesa niż nudne zwycięstwa. Ferrari nie jest już zagrożeniem. Walka o mistrzostwo toczy się tak jak w poprzednich latach między zawodnikami Mercedesa. Jeśli jej nie będzie, sezon stanie się nudny.

Ferrari ogłosiło przed wyścigiem na Silverstone, że Kimi Raikkonen zostaje na kolejny sezon. Wobec nierównych występów Fina świadczy to o zadowoleniu Ferrari z faktu, że ma jednoznaczny numer jeden i nie ma problemów Mercedesa. Bo to Vettel ciągle jest zdecydowanym numerem jeden, niezależnie od tego jak wygląda punktacja. Można się jednak zastanawiać czy Niemiec nie prezentował by się lepiej, gdyby miał bardziej wymagającego partnera. Nieprzypadkowo Red Bull, gdzie jest ostra rywalizacja między kierowcami robi ostatnio największe postępy i zaczyna coraz poważniej zagrażać Ferrari.

Trzecia i druga z rzędu kara przesunięcia o pięć miejsc z powodu wymiany skrzyni biegów dla Vettela, podkreśliła coraz bardziej oczywisty fakt, że włoski zespół może zapomnieć o mistrzostwie. Red Bull za to przez cały weekend był drugą siłą. Jednak Mercedes pozostawał zupełnie nie zagrożony. Brytyjscy kibice mieli nadzieję na trzecie z rzędu i czwarte w ogóle zwycięstwo Hamiltona w domowym wyścigu.

Jensona Buttona za to zawsze w ojczyźnie prześladuje pech. Tym razem odpadł już w Q1 z powodu uszkodzenia tylnego skrzydła, ale z powodu idiotycznych zasad dotyczących track limits (czyli reagowania karą na każdy przypadek gdy auto wyjedzie wszystkimi kołami za białą linię), miał jeszcze nadzieję, że czas Kevina Magnussena zostanie anulowany. Nie został.

Kary były przyznawane niekonsekwentnie za wykroczenia jedynie w niektórych zakrętach. Kluczem do rozwiązania tego problemu track limits musi być odpowiednie projektowanie torów a nie kary od sędziów. Hamilton wyjechał poza tor podczas swojego rekordowego okrążenia w Q2 w zakręcie Luffield, jednak w tym zakręcie na to zezwalano. Anulowano mu jednak jego pierwszy czas w Q3 z powodu podobnego wykroczenia w Copse, co sprawiło, że był pod naprawdę dużą presją podczas ostatniego przejazdu. Jednak niesiony dopingiem kibiców nie zawiódł i w świetnym stylu wywalczył pole position.

Verstappen wydawał się pewniakiem do trzeciego miejsca. Ricciardo tym razem nie zdołał odpowiedzieć i po raz pierwszy w tym roku, przegrał kwalifikacje z zespołowym kolegą.

Gorzką pigułkę musiał przełknąć Williams, kiedy na torze, na którym istotna jest moc silnika Felipe Massa został wyprzedzony między innymi przez McLarena Fernando Alonso, wyposażonego w silnik Hondy.

W niedzielę nad torem unosiły się ciemne chmury, a dwadzieścia minut przed wyścigiem rozpadało się na dobre. Ulewa spowodowała decyzję o starcie za samochodem bezpieczeństwa, mimo że tor już zaczął przesychać. Safety car pozostawał na torze przez pięć okrążeń i pogoda zaczęła sprzyjać przejściówkom. Lewis robił wszystko by podtrzymać temperaturę opon i popędzał samochód bezpieczeństwa i, co nieomal nie zakończyło się wjechaniem jego tył na jednym z zakrętów.

Gdy safety car wreszcie zjechał, Raikkonen poprowadził sznur zawodników do boksu po przejściówki. Taktyka z natychmiastowym zjazdem po nowe opony nie okazała się jednak sensowna, gdyż chwile później Pascar Wehrlein padł ofiarą kałuży na zakręcie Abbey i spowodował wirtualny samochód bezpieczeństwa.  Dało to okazję by wszyscy zmienili opony. To był na to najlepszy moment a najwięcej zyskał przez to Perez, który znalazł się przed zjeżdżającymi wcześniej Ricciardo i Raikkonenem.

Za to jego partner z Force India Hulkenberg został przyblokowany przez znacznie wolniejszego Massę i dużo czasu zabrało mu przedostanie się na wyższe pozycje. Ostatecznie jednak skończył wyścig tuż za Perezem, który jednak nie zdołał utrzymać za sobą Ricciardo i Raikkonenena.

Samochody Force India były zupełnie poza zasięgiem Williamsów i McLarenów, które ostatecznie nie zdołały zmieścić się w punktach. Większe na to szanse mieli jednak kierowcy McLarena, którzy dysponowali znacznie lepszym tempem. Alonso miał pretensje do zespołu o zbyt zachowawczą strategię i udowodnił swoją determinację, gdy walcząc z Massą został zepchnięty na trawę, ale mimo to ani przez chwilę nie podniósł stopy z pedału przyspieszenia. Brazylijczyk przez cały wyścig miał problemy z oponami i ciągnął za sobą sznur samochodów. Williams ma ogromne problemy i prezentuje się fatalnie na torach, na których jeszcze niedawno walczył o miejsca na podium.

To samo można powiedzieć o Ferrari. Na Silverstone Red Bull kompletnie ich zdeklasował. Raikkonen przyjechał piąty po walce z Perezem. To był najlepszy wynik jaki mógł uzyskać, ale styl w jakim go wywalczył, po licznych wycieczkach poza tor, które poskutkowały ogromną stratą do Red Bulla, nie zrobił na nikim dobrego wrażenia. Również Vettel nie zachwycił swoim dziewiątym miejscem, na drodze do którego, podobnie jak Raikkonen, zaliczył taktyczny błąd ze zbyt wczesną zmianą opon, wycieczki poza tor, a także karę za wypchnięcie Felipe Massy na pobocze. Ferrari musi już być myślami w przyszłym sezonie, ten wydaje się stracony. Tak wyraźna przegrana z Red Bullem na takim torze jak Silverstone oznacza, że przestają być drugą siłą w Formule 1. Red Bull szykuje jeszcze poprawki nie tylko aerodynamiki, ale i silnika w drugiej części sezonu, więc niezagrożone wydawałoby się drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów, obecnie wydaje się wręcz mało prawdopodobne, gdy widzi się formę Ricciardo i Verstappena.

O ile ten pierwszy po taktycznym błędzie z początku wyścigu wykluczył się z walki o podium, Max, jak to zwykle bywa, zapewnił kibicom chwile największych emocji, gdy walczył z Nico Rosbergiem. Co prawda na mokrej nawierzchni oglądaliśmy dużo walki i widowiskowych poślizgów w dalszej części stawki, to wyścig w czołówce był mało emocjonujący. Wszystko jednak  zmieniło się gdy Nico Rosberg popełnił błąd i jadący tuż za nim Verstappen niewiele myśląc zaatakował go po zewnętrznej becketts, czyli w miejscu gdzie nikt inny nawet by nie pomyślał, że można wyprzedzać. Max jednak wykonał manewr perfekcyjnie, ku radości nie przepadającej za Rosbergiem publiczności.

Gdy tor wysechł moc Mercedesa okazała się decydująca i Nico odrobił straty, jednak wyprzedzenie młodego Holendra nie było proste. W końcu jednak Rosberg dopiął swego. Nie był to koniec jego problemów.  Źle działająca skrzynia biegów  spowodowała, że Verstappen zaczął się zbliżać, jednak do pojedynku nie doszło, gdyż poinstruowany przez inżyniera Nico opanował sytuację. Sprawa miała mieć swój dalszy ciąg po wyścigu.

Przez cały weekend trwało święto Lewisa Hamiltona, którego kult w Anglii przybiera coraz większe rozmiary. W tym roku frekwencja była rekordowa. Na mokrej nawierzchni ich idol nie zawiódł i zdeklasował Rosberga potwierdzając, że jest kandydatem numer jeden do mistrzostwa świata. O jego wyścigu trudno cokolwiek napisać. Wygrał bezproblemowo, ani przez chwilę nie dając swoim kibicom powodu do niepokoju.

O ile dla Anglików wyścig był świętem, reszta fanów nie miała za bardzo powodów do ekscytacji. Zarówno w sobotę jak i w niedzielę główne role należały do sędziów. O ile podczas wyścigu zaprzestano restrykcyjnego egzekwowania track limits, najprawdopodobniej nie z rozsądku, ale z braku możliwości monitorowania wszystkich samochodów, przez cały czas, zajęto się za to monitorowaniem rozmów przez radio. Związane jest to z innym genialnym pomysłem na poprawę widowiska, czyli zakazem pomagania kierowcom przez inżynierów. W myśl nowych przepisów nie mogą oni instruować kierowców co do tego, jak mają prowadzić samochód. Po wyścigu po gruntownej analizie rozmów Rosberga  zdecydowano, że fragment rozmowy gdy Nico został poinstruowany jak ma zmieniać biegi, by uratować skrzynię, narusza tę zasadę. W związku z tym długo po tym jak kibice rozeszli się do domów przesunięto Rosberga z drugiego na trzecie miejsce, za pomocą dziesięciosekundowej kary, tym samym zmniejszając jego przewagę w klasyfikacji do jednego punktu. Miejmy nadzieję, że to nie te odebrane Rosbergowi punkty zadecydują o mistrzostwie. Za duża ilość regulacji i coraz większa rola sędziów zdecydowanie szkodzi Formule 1.



2889152

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

© on the limit - blog o Formule 1
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci