Menu

on the limit - blog o Formule 1

Blog o skomplikowanej teraźniejszości i bogatej historii najszybszego sportu swiata

Czekając na początek nowej ery.

emikai12

Oczekiwanie na rozpoczęcie sezonu zawsze jest emocjonujące dla fanów F1. Pierwszy wyścig sezonu to często wielka niewiadoma. Nowe samochody, nowy układ sił. W tym roku to także nowe przepisy i związane z nimi oczekiwania i obawy. To ma być początek nowej ery.

300125

W ciągu zimy w F1 zmieniło się wiele. Liberty Media przejęło pełnię władzy w F1, kończąc liczącą kilka dekad erę Berniego Ecclestone’a. W F1 rządzi teraz triumwirat. Chase Carey pełni tu rolę Cezara,  ale kluczowymi postaciami będą Sean Bratches, który zajmie się stroną komercyjną i Ross Brawn, który będzie miał najwięcej do powiedzenia jeśli chodzi o sportowe regulacje. Trzeba przyznać, że trudno wyobrazić sobie kogoś bardziej kompetentnego w tej roli, niż współtwórcę potęgi zarówno Ferrari jak i Mercedesa.

Niestety pożegnaliśmy Manora. Wyścig w Brazylii, który sprawił, że team stracił dziesiątą pozycję w klasyfikacji konstruktorów, okazał się ostatnim gwoździem do trumny zespołu, który od lat dzielnie walczył o przetrwanie i po raz pierwszy miał realną szansę na zaistnienie w środku stawki. Manor jest ofiarą przepisu, według którego tylko dziesięć najlepszych zespołów dzieli się pieniędzmi za prawa telewizyjne. Dopóki ten przepis nie ulegnie zmianie w F1 będzie tylko dziesięć zespołów. A to za mało. Z tego powodu w Australii zobaczymy tylko jednego debiutanta i to takiego, który przyniósł z sobą worek pieniędzy. Dodatkowo zanosi się na to, że Sauber, startujący z zeszłorocznym silnikiem, będzie zdecydowanym maruderem, więc o punkty konkurować będzie tylko dziewięć zespołów, a wobec problemów McLarena, na początku sezonu raczej tylko osiem…

W McLarenie również doszło do poważnych zmian. Pożegnaliśmy Rona Dennisa, który rozstał się z zespołem. Od 1980 roku kiedy przejął ekipę był duszą, a raczej mózgiem tej ekipy, która w latach osiemdziesiątych zaprezentowała profesjonalizm, który przeniósł F1 na inny poziom. Nowym szefem został Zak Brown. Jego wyraźnie amerykański akcent, to coś co wyraźnie symbolizuje nową erę, w którą wchodzi zespół. Niestety szybko okazało się, że na początek będzie musiał zmierzyć się z ogromnymi problemami.

299333

Prezentacje bolidów były w tym sezonie wyczekiwane bardziej niż w poprzednich latach, przez zmianę przepisów. Estetyka samochodów miała się znacznie poprawić. Kibice byli jednak rozczarowani wyglądem większości bolidów a zwłaszcza wyjątkowo paskudnym bolidem Force India, który okazał się kompilacją wszystkich najbardziej znienawidzonych stylistycznych elementów z poprzednich lat, z płetwą rekina w wyjątkowo nieestetycznej wersji oraz okropnym nosem a la 2014 w połączeniu ze stopniem na dziobie a la 2012.

Płetwa rekina stała się znowu obowiązkowym elementem, ale dodatkowo pojawiło się na niej skrzydło, nazywane T-wing. Mercedes i Red Bull na pierwszy rzut oka nie różniły się bardzo od zeszłorocznych samochodów stylistyką, ale po bardziej wnikliwym przyjrzeniu się Mercedesowi, widać było nowatorskie i agresywne rozwiązania aerodynamiczne. Na nowym Ferrari rzucały się w oczy jeszcze bardziej zwłaszcza po bokach nadwozia. Red Bull i Mercedes konsekwentnie realizują swoje, bardzo różniące się od siebie, filozofie projektowania bolidu. Ferrari mieści się tu po środku. W tym roku widać wyraźnie, że samochód jest agresywnie przechylony do przodu, w stylu Red Bulla. Testy pokazały, że ich poszukiwania przynoszą rezultaty.

Jedną z najbardziej oczekiwanych prezentacji była ta zorganizowana przez nowy zarząd McLarena, po wyraźnych sugestiach teamu, że wrócą do tradycyjnego pomarańczowego koloru, co wcześniej uniemożliwiał Ron Dennis. Część kibiców była jednak rozczarowana, gdyż nowe kolory, mimo obecności pomarańczowego, nie mają jakości i elegancji, która do tej pory charakteryzowała bolidy McLarena.  Poprzednie designy pokazywały może jego nieco nudną i korporacyjną tożsamość, ale też miały w sobie jakość. Obecne kolory pasowałyby raczej do zespołu końca stawki, który krzykliwymi barwami chce zwrócić na siebie uwagę. A może McLaren niepostrzeżenie stał się takim zespołem?

Kibice zostali wynagrodzeni ostatnią prezentacją. Nowy bolid Toro Rosso w nowych barwach to jeden z najlepiej wyglądających bolidów w całej historii Formuły 1. Kibice dostali w końcu piękne i zapamiętywalne barwy, których nie potrafiły im dać nudne Renault i niechlujny McLaren.

Już po testach team Force India zaprezentował nowe różowe barwy. Można powiedzieć, że do nieatrakcyjnych kształtów dołączył nieatrakcyjny kolor, ale z drugiej strony przynajmniej teraz mają zwracające uwagę malowanie. Tak czy inaczej, w 2017 samochody nie tylko będą najszybsze od lat, ale stawka będzie też znacznie bardziej kolorowa.

forceindiavjm10newlivery2017

Nowe samochody od razu zostały pozytywnie ocenione przez kierowców. W połączeniu z nowymi, bardziej wytrzymałymi oponami Pirelli okazały się mieszanką, która dostarcza o wiele więcej satysfakcji z jazdy, niż miało to miejsce w poprzednich latach, stawiając jednocześnie większe wymagania jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne. Poprawa czasów okrążeń jest również znaczna. To mają być najszybsze samochody w historii i czasy z testów w połączeniu z plotkami, że zespoły z czołówki maskowały swój potencjał jednoznacznie sugerują, że tak będzie.

Testy w Barcelonie jak to stało się w ostatnich latach regułą, były popisem Ferrari. Wydaje się, że kibice włoskiego teamu mogą odetchnąć z ulgą. W zeszłym sezonie Ferrari sprawiało wrażenie zespołu zupełnie zagubionego, ale okazuje się, że utrata Jamesa Allisona i wrażenie organizacyjnego bałaganu nie przeszkodziły w pracach nad nowym bolidem, który w Barcelonie nie miał sobie równych jeśli chodzi o prędkość.

Jednak Mercedes nie pokazał jeszcze całego potencjału, a ilość przejechanych przez kierowców okrążeń robi wrażenie. Przejechali ekwiwalent szesnastu wyścigów w 8 dni. Zgromadzili z pewnością dostatecznie dużo danych by w pełni zrozumieć nową konstrukcję, a niezawodność także powinna być ich atutem.

Red Bull pozostawał trochę w cieniu, ale podobnie było też w zeszłym roku. W Australii Red Bulle nie miały szans z samochodami Ferrari, na koniec sezonu jednak to Red Bull tryumfował. Adrian Newey stwierdził, że najpierw chce mieć prosty samochód i dobrze go zrozumieć, by potem zacząć go rozwijać. To podejście sprawia, że Red Bull najprawdopodobniej będzie zyskiwał formę z wyścigu na wyścig. Ferrari i Mercedes nawet jeśli na początku będą mieli przewagę, będą musieli oglądać się za siebie. Zbudować szybki samochód to jedno, a zrozumieć go na testach na tyle dobrze by na każdym torze w pełni wykorzystać jego potencjał oraz umiejętnie rozwijać go w sezonie, to drugie. W zeszłym roku przekonało się o tym Ferrari. Kierowcy Mercedesa wydawali się pod koniec testów nie do końca zadowoleni, co może sugerować, że skomplikowany aerodynamicznie Mercedes, jest trudny jeśli chodzi o znalezienie optymalnych ustawień.

To nie będzie jeden z tych sezonów kiedy po pierwszym wyścigu można będzie określić murowanego faworyta do mistrzostwa. No chyba, że Mercedes trollował nas wszystkich i w Melbourne znokautuje rywali. Można jednak mieć nadzieję, że wreszcie nastąpi wyczekiwany od dawna pojedynek między Hamiltonem i Vettelem, dodatkowo z presja ze strony młodych gniewnych z Red Bulla, jeśli nie od początku to z pewnością w dalszej części sezonu..

Mimo rewelacyjnego czasu jaki udało się uzyskać Felipe Massie wydaje się, że Williams nie ma szans na nawiązanie walki z trzema najsilniejszymi teamami, które powinny mieć sporą przewagę nad resztą stawki, ale w tej chwili wygląda na zespół numer cztery. Force India i Williams zrobiły na testach więcej kilometrów niż ich konkurenci z Renault i Toro Rosso i należy się spodziewać ich przewagi na początku sezonu, nowe konstrukcje Toro Rosso i Renault powinny jednak szybko stać się bardzo konkurencyjne. Po stracie Bottasa i przy wyrównanej stawce problemem Williamsa może okazać się skład kierowców. Mieszanka młodości z doświadczeniem zwykle jest dobrym pomysłem, ale Williams ma bardzo młodego zawodnika oraz takiego, który został ściągnięty z emerytury. Lance Stroll ma zaledwie 18 lat, a trafił na bardzo wymagający dla debiutantów sezon, w którym przygotowanie fizyczne jest znacznie istotniejsze niż w ostatnich latach. Już testy pokazały, że czekają go problemy. Decyzja o ściągnięciu Massy z emerytury, podczas gdy Paul Di Resta marnuje się jako kierowca testowy, Felipe Nasr, który podczas GP Brazylii udowodnił kto teraz jest najszybszym Felipe, nie ma miejsca w F1 a w F2 (dawniej GP2) i Formule E roi się od utalentowanych kierowców, jest decyzją zachowawczą i pozbawioną wizji. Williams wygląda na zespół z dwoma kierowcami numer dwa, podczas gdy konkurenci mają gwiazdy w rodzaju Pereza, Hulkenberga, Sainza i Grosjeana, którzy od lat są kandydatami do miejsc w czołowych teamach.

Przed testami spodziewałem się, że mocne w ostatnich latach Williams i Force India zostaną w tym sezonie wyprzedzone przez Renault, Toro Rosso i McLarena. O ile dwa pierwsze zespoły rzeczywiście powinny deptać Williamsowi po piętach i sprawić, że czeka nas pasjonująca walka w środku stawki, to niestety sytuacja w McLarenie wygląda bardzo źle.

300157

Po tym co stało się w poprzednich sezonach, trudno było uwierzyć, że może być gorzej, ale pod wieloma względami jest. Dotychczas można było podawać wiele usprawiedliwień dla problemów Hondy. Wrócili do F1 po kilku latach przerwy a system talonów spowalniał zmiany w jednostce napędowej. Teraz po dwóch latach zbierania doświadczeń usprawiedliwień już nie ma. Jeśli zespół nie wywalczy w tym roku czwartego miejsca w klasyfikacji konstruktorów, to można będzie powiedzieć, że cały projekt pod tytułem McLaren-Honda okazał się porażką. Czas na błędy już minął i jeśli po zmianie przepisów strata do czołówki nie zmniejszy się gwałtownie, trzeba będzie pożegnać się z nadzieją. Po testach kierownictwo McLarena doszło najwyraźniej do wniosku, że na pozytywny scenariusz nie ma już szans i sondowało możliwość powrotu do silników Mercedesa. Nowy silnik Hondy zaprezentował się na testach jako kompletnie katastrofalna konstrukcja, pozbawiona mocy i psująca się ustawicznie, co ograniczyło radykalnie ilość przejechanych okrążeń i uniemożliwiło rzetelne przetestowanie nowego bolidu. McLaren tak naprawdę nie zna swojego samochodu, bo trudno rzetelnie ocenić jego zachowanie na torze, jeśli Honda skręciła silnik bojąc się awarii, a najdłuższy przejazd bez zjazdu do boksu wyniósł 11 okrążeń. Silnik Hondy z pewnością jest mocniejszy niż zeszłoroczny silnik Ferrari, z którego korzysta Sauber, ale silniki konkurencji są jeszcze mocniejsze, a McLaren póki co nie może korzystać w pełni nawet z tej mocy, którą posiada, z powodu strachu przed awarią.

Sezon McLarena w najbardziej optymistycznym wariancie będzie przypominał sezon Force India w 2015 roku. Wtedy indyjski zespół późno przedstawił nowy samochód i pierwsze wyścigi spędził na końcu stawki, by odzyskać formę w środku sezonu. McLaren nie będzie miał wyjścia i będzie musiał potraktować pierwsze wyścigi jak testy, próbując zrozumieć swój nowy samochód. By to było możliwe trzeba upewnić się, że silniki przestaną się psuć, bo kary za nadprogramowe silniki mogą, szczególnie w sezonie, gdy trudniej będzie wyprzedzać, uniemożliwić walkę w środku stawki. Sytuacja wygląda więc bardzo źle. Nie zdziwiłbym się gdyby Alonso już teraz rozpoczął negocjacje kontraktu na przyszły rok z Mercedesem.

Haas podczas testu nie rzucał się za bardzo w oczy i nie tylko dlatego, że z jakiegoś powodu pomalowano go w kolorze asfaltu. Zespół ma ustawiczne problemy z hamulcami, a tempo też nie było najlepsze. Jednak w środku stawki jest tak ciasno, że za wcześnie cokolwiek przesądzać, Haas może się okazać czarnym koniem. Tylko Sauber z zeszłorocznym silnikiem wydaje się być skazany na ostatnie miejsce.

Oprócz dramatu McLarena, widać już kilka ciekawych wątków, które mogą ciągnąć się przez dwadzieścia odcinków serialu pod tytułem Formuła1 2017. Pierwsza w historii bezpośrednia walka o tytuł dwóch wielkich mistrzów Vettela i Hamiltona, która za razem byłaby tak naprawdę pierwszą bezpośrednią walką o tytuł Mercedesa i Ferrari jest z pewnością tym, na co kibice F1 na całym świecie liczą najbardziej. Warto też śledzić walkę kierowców Red Bulla, który w zeszłym roku pokazał jaki postęp potrafi zrobić w trakcie sezonu. Wiele wskazuje na to, że Mercedes nie ucieknie rywalom jak w poprzednich latach. Ponieważ samochody pierwszej trójki bardzo różnią się od siebie, układ sił może się zmieniać z wyścigu na wyścig. Jeśli tak będzie, czekają nas pasjonujące mistrzostwa.

Innym ciekawym wątkiem są występy kierowców, którzy zmienili swoje teamy. Valtteri Bottas będzie musiał udowodnić swoją wartość u boku Lewisa Hamiltona. Podobna sytuacja w McLarenie kiedyś w praktyce skończyła karierę jego rodaka, Heikki Kovalainena. Bottas jeśli marzy o sukcesach w F1 po prostu musi wypaść dobrze. A będzie to skrajnie trudne zadanie.

Kilku młodych kierowców będzie musiało sprawdzić się w walce z bardziej doświadczonymi partnerami. Ocon, Palmer, Stroll, Magnussen i przede wszystkim Vandoorne mają coś do udowodnienia. Ich występy w tym roku mogą określić ich reputację na lata. W przypadku Vandoorne’a nawiązanie walki z Alonso sprawi, że zacznie być uważany za przyszłego mistrza i kuszony przez czołowe zespoły.

2996981

 

Czy jednak nowe przepisy nie mogą paradoksalnie popsuć nam zabawy? Wyprzedzanie będzie trudniejsze. Wiele zakrętów będzie pokonywanych pełnym gazem, co w połączeniu z niższymi niż dotychczas prędkościami na prostych i oraz mniejszą liczbą zjazdów do boksu, może uczynić wyścigi mocno przewidywalnymi.

Z pewnością poszerzenie samochodów, a także większy dyfuzor i szersze opony były jednoznacznie dobrymi pomysłami. Wątpliwości wzbudza natomiast większy docisk aerodynamiczny, który generują w nowych konstrukcjach skrzydła i nowe, bardziej rozbudowane elementy aerodynamiczne. Skomplikowana aerodynamika mocno utrudnia podążanie za innym samochodem w zakrętach. Większa rola aerodynamiki miała zmniejszyć znaczenie silnika, ale paradoksalnie kiedy wszystkie samochody są na tyle wydajne aerodynamicznie by pokonać zakręt pełnym gazem, w praktyce zwiększa się ilość prostych odcinków, gdzie liczy się moc. Na szczęście Mercedes, Ferrari i Renault są bliżej siebie niż kiedykolwiek w erze hybryd. Największym problemem jest skrócenie dystansu hamowania, które może sprawić, że wyprzedzać da się wyłącznie za pomocą DRS. Jedyna dobra wiadomość z tym związana jest taka, że używanie DRS również będzie nieco mniej efektywne, co spowoduje, że mniej będzie manewrów na prostej, długo przed strefą hamowania, przypominających wyprzedzanie na autostradzie. Ross Brawn jednak już teraz mówi o tym, że należy pomyśleć o zmianach ułatwiających jazdę za innym samochodem, tak by móc pozbyć się DRS. W przyszłości prawdopodobnie niezbędne będzie ograniczenie aerodynamiki lub zwiększenie roli podłogi i efektu przyziemnego kosztem skrzydeł.

Póki co w sezonie 2017 z pewnością będzie trudniej wyprzedzać, ale może mieć to swoje dobre strony. Znacznie częściej będziemy świadkami blokowania szybszego zawodnika przez wolniejszy samochód. Taka walka będzie mogła trwać nawet kilka okrążeń. Aby w końcu wyprzedzić przeciwnika, oprócz DRS potrzebne będą też umiejętności i odwaga. Przy tak wyrównanej stawce decydować będą szczegóły a każdy błąd i strata kilku pozycji może zrujnować wyścig, bo nadrabianie strat będzie znacznie trudniejsze. To wszystko sprawia, że są szanse na bardzo ciekawy sezon, ale nie zapeszajmy.

© on the limit - blog o Formule 1
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci