Menu

on the limit - blog o Formule 1

Blog o skomplikowanej teraźniejszości i bogatej historii najszybszego sportu swiata

Przed startem sezonu 2018

emikai12

Sezon 2018 niebawem się rozpocznie. Jesteśmy już po prezentacjach bolidów i przedsezonowych testach. Jak co roku to bardzo ważny czas, kluczowy dla układu sił w najbliższych miesiącach. Dopóki nie zakończy się Q3 w Melbourne, nie będziemy mieli pewności, kto najlepiej przygotował się do sezonu. Można już jednak co nieco odgadnąć.

DXrZt4RX0AE9aIn

Prezentacje samochodów

Prezentacje były oczekiwane może z mniejszym napięciem niż rok temu, kiedy F1 odsłaniała zupełnie nowe oblicze, ale emocji nie zabrakło przy okazji nowych barw kilku zespołów, oraz obecności znienawidzonego przez kibiców halo. 

Przy okazji prezentacji nowych samochodów, głównym tematem były malowania i to jak na nowych samochodach wygląda halo. Niektóre teamy postawiły na pomalowanie pałąka, inne zostawiły go w kolorze czarnym, jakby był całkowicie obcym elementem. Najlepiej z zadania wywiązało się Renault. W ich przypadku halo jest czarne, ale wtapia się doskonale w kolorystyczny schemat, w którym dominuje czerń, obok znacznie jaśniejszego, nawiązującego do tradycji i lat osiemdziesiątych, odcienia żółci.  Tak dobrze, pod względem kolorystycznym, Renault chyba jeszcze w XXI wieku nie wyglądało.

Najbardziej komentowanym malowaniem było, nie pierwszy raz, to McLarena. Zespół wreszcie postawił na właściwy odcień pomarańczy, ale mimo to nawet teraz pozostawił lekki niedosyt. Pomarańczowo-niebieskie barwy wyglądają świetnie, ale schemat kolorystyczny jest wyjątkowo leniwy. Na niebiesko pomalowano po prostu część skrzydeł i resztki płetwy rekina. Owiewki i halo pozostały czarne, co robi wrażenie, że ktoś o czymś zapomniał, a samochód robi się de facto trójkolorowy. Detale są ważne, a przynajmniej były w przeszłości. Już pozostawienie zeszłorocznego wzoru, z nowymi kolorami, robiłoby lepsze wrażenie. Byłoby konsekwentne. W tej chwili McLaren z roku na rok przedstawia zupełnie nowy pomysł na siebie. Pogłębia to jeszcze wrażenie chaosu. Może jednak te nowe barwy wreszcie zapiszą się w pamięci kibiców dzięki dobrym wynikom.

Ciekawe tymczasowe barwy zaprezentował Red Bull. Ich malowanie z prezentacji bardzo spodobało się kibicom, niestety, po tym jak podczas dnia zdjęciowego Daniel Ricciardo rozbił samochód, na testach zespół wrócił już do zeszłorocznych kolorów.

Zima w Barcelonie

Testy rozpoczęły się od zimowych warunków. Trzeci dzień testów kierowcy przesiedzieli w całości w garażach, jedynie Fernando Alonso przejechał się swoim McLarenem po topniejącym na torze śniegu.

Mimo tego testy nie zostały przedłużone, a zespołom udało się przejechać rozsądną ilość kilometrów. Wyciąganie wniosków z tempa na testach zawsze jest ryzykowne, ale trudno się powstrzymać, żeby tego nie robić. Jeden wniosek jest oczywisty. W F1 nadal rządzą Mercedes, Ferrari i Red Bull.

Czołówka

Trzy czołowe zespoły prezentowały w testach podobne tempo, nadal będąc wyraźnie przed resztą konkurencji. Żaden z nich nie odkrył wszystkich kart podczas testów. Pytanie, który będzie na czele, gdy nadejdzie chwila prawdy w Australii. Odpowiedź nie jest zaskakująca. Najprawdopodobniej będzie to Mercedes.

Niemiecki zespół nadal jest faworytem. Ich konstrukcja już w zeszłym roku była najlepsza, mimo oczywistych problemów, wynikających z konieczności zmiany projektu zawieszenia tuż przed sezonem. Teraz te problemy są już przeszłością, a samochód jest udaną ewolucją zeszłorocznego. Bardzo możliwe więc, że nastąpi powrót do dawnej hegemonii. Mercedes w ogóle nie robił symulacji kwalifikacji, można się domyślać, że ich wyniki mogłyby załamać konkurentów.

Głównym atutem Mercedesa ma być zupełnie nowy silnik, o którym inne teamy mówią z obawą. To właśnie silnik okazał się w poprzednim sezonie rozstrzygającym czynnikiem pomagając Lewisowi Hamiltonowi w zdominowaniu kwalifikacji. Różnica w mocy między Mercedesem a resztą stawki regularnie zmniejszała się w ostatnich trzech sezonach, ale nigdy nie należy nie doceniać możliwości Niemców w tym zakresie. Konkurencję pocieszać mogą jednak słabe wyniki podczas testów zespołów klienckich Mercedesa.

 DX8P27JXUAA8p9n

Intrygującym aspektem występów Mercedesa w następnym sezonie jest forma Valtteriego Bottasa. W zeszłym roku z jednej strony pokazał w kilku wyścigach formę na poziomie Hamiltona, z drugiej podczas całego sezonu przegrał z nim zdecydowanie. Wydaje się, że Fin w swoim pierwszym sezonie nie potrafił utrzymać równej formy, a trudny do ustawienia samochód spotęgował jego problemy. Teraz gdy nabrał doświadczenia ma być lepiej. Możliwa jest też inna teoria na ten temat, według której dobre występy na tle Hamiltona wynikały z problemów Anglika, a gdy ten ustabilizował formę, okazało się, że Bottas nie wytrzymuje jego tempa. Następny sezon przyniesie dostateczną odpowiedź co do możliwości Fina. Żeby pozostać w Mercedesie musi zaprezentować się lepiej niż w poprzednim sezonie. Wydaje się, że mimo deklarowanego wsparcia zespół gotowy jest wymienić go za rok na Ocona, albo na przykład Daniela Ricciardo. Mercedes może bardzo potrzebować Bottasa, jeśli okaże się, że, dysponujący dwoma świetnymi kierowcami Red Bull jest szybszy.

Red Bull może zrobić niespodziankę i zagrozić Mercedesowi, tylko czy na pewno będzie to niespodzianka. Już pod koniec zeszłego sezonu byli blisko, a tegorocznym samochodem mają szansę wejść na nowy poziom.

W poprzednich latach na testach nie wyglądali najlepiej, a potem musieli czekać kilka wyścigów aż samochód zacznie pokazywać swój potencjał. Tym razem ma być inaczej i Red Bull ma być konkurencyjny od początku sezonu.

Max Verstappen będzie chciał stać się liderem zespołu. Daniel Ricciardo nie będzie chciał się z tym pogodzić i musi stanąć do walki. Doskonale wie, że jeśli chce zostać mistrzem świata, teraz jest ostatni moment na decydujący krok.  Pytanie, które przed nim stoi to czy zostać w Red Bullu i walczyć z Verstappenem, czy odejść po sezonie do Ferrari lub Mercedesa.

Testy były dla teamu najbardziej udane od lat. Po raz pierwszy w erze hybryd byli na poziomie porównywalnym do Mercedesa. Na torach, na których silnik nie odgrywa tak dużej roli, Red Bull może być bardzo groźny. Na tych, na których najważniejsza jest aerodynamika, może być bezkonkurencyjny. Spora w tym na pewno zasługa Adriana Newey’a, którego rola w przygotowaniu nowej konstrukcji była większa niż w ostatnich latach. Bardzo możliwe, że, gdyby nie silnik, byłby to najszybszy samochód w stawce.

DYG3q2sX0AMEGez

Ferrari zrobiło ogromny postęp  w sezonie 2015, następny rok był jednak rozczarowaniem. W sezonie 2017 zaskoczyli wszystkich ponownie, czy tym razem będą potrafili zrobić następny krok? To może być trudne. Ich zeszłoroczny samochód był tak dobry, że może być trudno go znacząco poprawić.

O zeszłorocznej porażce przesądziły dwie rzeczy. Strata do Mercedesa w kwalifikacjach i awaryjność. Z jednej strony wystarczy popracować nad tymi dwoma elementami, ale z drugiej każdy sezon to nowa historia i to co było wcześniej straci znaczenie, kiedy tylko wystartuje GP Australii. Mercedes powróci znacznie silniejszy, Red Bull jest w najlepszej formie od pięciu lat. Ferrari może mocno pożałować, że rok temu nie wykorzystało okazji.

Kierowcy włoskiego teamu już tradycyjnie wykręcili najlepsze czasy podczas testów, bijąc rekord toru w Barcelonie (w dużej mierze dzięki nowym mieszankom Pirelli i nowej nawierzchni), ale nie znaczy to, że teraz panują w F1. Mimo kilku ciekawych pomysłów, jak wspomagające aerodynamikę lusterką, tempo Ferrari może okazać się nie wystraczające. Wygląda na to, że Red Bull jest szybszy w zakrętach, a moc Mercedesa wygrywa na prostych. Możliwe też, że największym problemem Ferrari jest zbyt duże zużycie paliwa. Nowe przepisy dotyczące oleju mogły dotknąć Ferrari bardziej niż konkurencję.

Pod znakiem zapytania stoi też forma Kimiego Raikkonena. W tym roku Sebastian Vettel może potrzebować wsparcia, a dodatkowo Ferrari na niektórych torach może być zagrożone przez Renault, albo McLarena. Czy, jeśli okaże się niedostatecznym wsparciem dla Vettela, Kimi nie zostanie wymieniony na perspektywicznego Leclerca?

Grupa pościgowa

Między Red Bullem i Force India była w zeszłym sezonie przepaść. Są jednak dwa zespoły, które chętnie weszłyby w tę lukę.

To ma być rok wielkiego powrotu Renault. Chcą być co najmniej w tym miejscu co Force India rok wcześniej. Wydaje się to bardzo prawdopodobne, biorąc pod uwagę ich formę z końcówki  poprzedniego sezonu i to co zaprezentowali na testach. Wydaje się, że w tej chwili są zespołem numer cztery. Ich dmuchane tylne skrzydło pokazuje też, że nie brakuje im dobrych pomysłów.

Jeśli Renault ma zacząć zagrażać Ferrari, Red Bull rzucić wyzwanie Mercedesowi, a McLaren nie ma pożałować swojego rozstania z Hondą, jedna rzecz jest kluczowa. Silnik. Od nowej jednostki Renault bardzo dużo zależy. Oprócz mocy istotna jest też trwałość. W nadchodzącym sezonie dużą rolę może odegrać ograniczenie silników do zaledwie trzech na sezon. Wszystkie jednostki na razie wyglądają na niezawodne, ale dopiero po kilku wyścigach nadejdzie dla nich prawdziwy test.

DXsp7JbXUAAyNjN

Gdyby Renault włączyło się do walki o najwyższe pozycje, z pewnością byłaby to świetna wiadomość dla fanów. Jednak będą mieli silnego konkurenta do miejsca w pierwszej czwórce w postaci McLarena.

Fani zespołu z Woking mają ponownie nadzieję na przełom. Może tym razem się nie zawiodą. Fernando Alonso i Stoffel Vandoorne z pewnością zasługują na samochód pozwalający walczyć w czołówce. W zeszłym sezonie Alonso miał kilka popisowych momentów, mimo ogromnych problemów, a Vandoorne chwilami pokazywał dorównujące Hiszpanowi tempo. Kibice nie mogą się doczekać, by znów zobaczyć Hiszpana na podium.

McLaren ma konkretny cel, chce dorównać mającemu ten sam silnik Red Bullowi. W tym roku raczej nie ma na to szans. Dobrze byłoby jednak wyprzedzić Renault, a to nie będzie proste. Testy nie napawały optymizmem, gdyż mimo pozbycia się Hondy, McLarena ciągle trapiły awarie, bagatelizowane przez zespół i Alonso. Hiszpan wydaje się być pełen nadziei, ale w McLarenie już wiedzą, jak Hiszpan zachowa się, jeśli znowu wszystko pójdzie nie tak. Zdradził już, co nie powinno być dla nikogo zaskoczeniem, że po zeszłorocznych niepowodzeniach rozważał odejście z F1.

Ten sezon to dla McLarena sezon prawdy. Nie ma już usprawiedliwień. Z tego punktu widzenia testy zapamiętane przez kibiców głównie z powodu awarii i nieudanych próbnych pitstopów, nie są dobrą prognozą. McLaren nie był wyraźnie lepszy od konkurentów ze środka stawki i prezentował się gorzej niż Renault. Świetny czas Alonso ostatniego dnia poprawił złe wrażenie i chyba do tego służył. Problemy z przegrzewaniem się tyłu samochodu ograniczyły czas testów. Zespół prawdopodobnie przywiezie do Melbourne poprawki, ale początek sezonu może okazać się trudny. Największym atutem teamu pozostaje Alonso, który w walce z Renault może zrobić różnicę.

DYGx1JrWsAAqH0O

Reszta

O obecności Haasa w F1 czasami można zapomnieć. Jak dotąd prezentował się dość bezbarwnie i nie chodzi tylko o kolorystykę samochodu. Niespodziewanie jednak z wszystkich teamów środka stawki to właśnie Haas zaprezentował się zdecydowanie najlepiej.

Amerykański team dwa lata temu zaczął bardzo udanie swoją przygodę z F1, ale trzeba pamiętać, że wykorzystał problemy innych, zwłaszcza Renault i McLarena. Teraz przychodzi chwila prawdy. Rywalizacja z Sauberem, który będzie miał taki sam silnik, ale będzie wspierany przez Alfa Romeo, pokaże prawdziwy potencjał zespołu.

Wydawało się, że ci sami kierowcy i silnik oznaczają stabilizację, ale w przypadku Haasa oznacza to postęp, który w końcu stał się widoczny. Na testach  w Barcelonie do pewnego momentu nie zwracali na siebie uwagi, ale podczas ostatnich dwóch dni wykręcili czasy, które zaskoczyły wszystkich w padoku. Ich samochód wygląda jak uboższa wersja zeszłorocznego Ferrari i na początku sezonu powinien być bardzo szybki. Potem Haas wydaje się skazany na przegraną w rozwojowym wyścigu z bogatszymi teamami, ale może pozostać poza zasięgiem Saubera i innych mniejszych zespołów.

Dwóch kierowców, z których żaden nie zdobył jeszcze punktu w F1 i najsłabszy silnik w stawce. To miał być przepis na klęskę Toro Rosso w tym sezonie. Okazuje się jednak, że silnik Hondy jest rzeczywiście tak dobry jak zapowiadała to japońska firma, a w co nie chciał uwierzyć McLaren. Silnik jest niezawodny i pod względem osiągów zbliżony do Renault.

Zespół ma po raz pierwszy ekskluzywne partnerstwo z dostawcą silników. McLaren już go nie ma. Zak Brown może szybko pożałować swojego zeszłorocznego ruchu. Dla Toro Rosso w dalszej perspektywie to może być przełomowa zmiana. Brak presji i zaufanie, które Honda dostała od włoskiego teamu, to dokładnie to, czego Japończycy potrzebowali po koszmarze, jakim była współpraca z McLarenem.

Toro Rosso przejechało najwięcej kilometrów podczas pierwszej części testów. W końcu byli trzeci w tej klasyfikacji za Mercedesem i Ferrari. Tempo też od początku było dobre, na początku sezonu, jeśli kierowcy dobrze się spiszą, powinni być przed Williamsem i Force India. 

DX7lMzxXcAAUeTa

Nikt nie spodziewa się, że Force India obroni czwarte miejsce, ale trzeba też pamiętać, że zespół zaskakiwał już nie raz. Jeśli będą umieli lepiej zarządzać kierowcami, kto wie. Jednak nic nie wskazuje na to, by ich współpraca stała się bardziej harmonijna. Esteban Ocon świetnie zaprezentował się w zeszłym sezonie, ale w klasyfikacji przegrał jednak z Perezem. Francuz walczy o miejsce w Mercedesie, więc będzie zdeterminowany, by tym razem pokonać Meksykanina.

Głównym problemem Force India jest rosnąca w siłę konkurencja. McLaren i Renault będą znacznie groźniejszymi przeciwnikami niż w zeszłym sezonie Williams. Force India ma duże szanse być nadal najlepszym teamem środka stawki, ale jeśli Renault i McLaren wreszcie w tym roku dołączą do ścisłej czołówki, będzie to oznaczało zaledwie szóste miejsce.

Ich samochód na razie wygląda na bardzo bazowy projekt z potencjałem do rozwoju. W Melbourne trudno spodziewać się dobrego występu, ale reszta sezonu może być bardziej pozytywna. Świetny silnik i świetni kierowcy, to potencjał, który trudno zmarnować.

Williams przez ostatnie dwa sezony stał w miejscu i systematycznie tracił dystans do konkurentów. Tegoroczny samochód miał być dużym krokiem naprzód, ale na niekorzyść Williamsa działa rosnąca w siłę konkurencja, a także niezbyt imponujący skład kierowców. To właśnie ten zespół najmocniej odczuł problemy z pogodą, które skróciły czas testów.

Samochód wygląda obiecująco, ale już na testach problemem okazali się kierowcy. Jako jedyny zespół korzystali podczas drugiej części testów z kierowcy rezerwowego z powodu małego doświadczenia etatowych kierowców. Jednak ostatniego dnia Robert Kubica skrócił swój program z własnej woli, by etatowi kierowcy mieli więcej czasu, by odpowiednio zapoznać się z bolidem.

Williams jest zespołem, który, jeśli chodzi o czasy, zrobił najmniejszy postęp ze wszystkich zespołów. W ogóle nie testowali szybkości na jednym okrążeniu na najszybszych mieszankach.  Mimo przejechania dużej ilości kilometrów wydaje się, że zespół nie rozwiązał wszystkich problemów.

Zrozumienie samochodu może zająć jeszcze parę wyścigów i konkurencja może im uciec. Nieprzypadkowo Kubica nabrał wątpliwości czy starczy mu czasu na starty w WEC, czeka go dużo pracy. Fakt, że sam zaproponował by dać więcej czasu młodszym kolegom, świadczy o jego silnej pozycji w zespole. Na tym etapie informacje od niego są dla teamu cenniejsze niż od kierowców pierwszego składu.

Wygląda na to, że ten rok będzie dla Williamsa kolejnym sezonem przejściowym. Zespół będzie się starał jak najlepiej zrozumieć i rozwinąć nową konstrukcję. Paddy Lowe ma czuwać nad rozwojem samochodu, Lance Stroll i Sergei Sirotkin mają nabierać doświadczenia i przede wszystkim dostarczać niezbędnych funduszy, a Robert Kubica, wykonywać swoją pracę w symulatorze, udowadniając swoje umiejętności, z nadzieja na angaż w następnym sezonie. Brakuje w tym wszystkim jednak szybkiego kierowcy, którego talent na torze robiłby różnicę i zapewniał punkty.

Williams powinien być z wyścigu na wyścig coraz szybszy, ale zaczną najprawdopodobniej z końca stawki. Jeśli jednak będą w stanie robić systematyczne postępy w trakcie sezonu, za rok mogą być znacznie groźniejsi. Muszą jednak znaleźć nowego sponsora, gdyż Martini wycofa się z F1 po sezonie.

Pierwszą rzeczą jaką zrobił Frederic Vasseur, po przyjściu do Saubera, było skończenie negocjacji z Hondą i postawienie na partnerstwo z Alfą. W efekcie team wygląda najlepiej od wielu lat. Głównym atutem jest Charles Leclerc, który wszedł do F1 ze świetną reputacją. Mimo tych wszystkich pozytywnych wydarzeń, ich samochód, mimo postępu od zeszłego roku, nadal jest po prostu wolny. Przynajmniej na taki wyglądał w Barcelonie.

DX8nyUmWkAIQWiO1

Nowa F1

Najbardziej istotną zmianą widoczną dla każdego fana jest halo. Ten kontrowersyjny element raczej już w F1 zostanie. Kierowcy są zgodni, że nie ogranicza on widoczności. Za to dodatkowe znajdujące się na nim skrzydełko nie przypadło do gustu Gasly’emu, który rozdarł o nie kombinezon. O ile halo poprawia bezpieczeństwo, o tyle jest z pewnością mało estetyczne. Niki Lauda stwierdził, że jest to element niezgodny z DNA Formuły 1. Co miał na myśli? Jakie jest tak naprawdę DNA Formuły 1? Czego naprawdę oczekują jej fani?

F1 stoi przed egzystencjalnym pytaniem, o to czym chce być w przyszłości. Nowy samochód Formuły E wygląda znacznie bardziej futurystycznie i przypomina fantazje fanów na temat tego jak F1 może wyglądać za dziesięć lat. Władze FE chcą przez to pokazać, że przyszłość należy do nich. Z kolei nowa wyścigówka IndyCar wygląda jak nostalgiczna podróż w przeszłość. Jest oparta na filozofii uproszczonych skrzydeł zmniejszających opór powietrza, oraz większej roli podłogi w generowaniu docisku. Ta filozofia, którą F1 demonstracyjnie odrzuciła rok temu, zapewnia dobre ściganie i dużo manewrów wyprzedzania bez pomocy DRS. Dodatkowo IndyCar już testuje będącą alternatywą dla halo, i wyglądającą znacznie lepiej szybę.

Okazuje się więc, że podczas gdy Ross Brawn pracuje wytrwale nad nowymi rozwiązaniami mającymi polepszyć show od sezonu 2021, inne serie wprowadzają potrzebne zmiany już dzisiaj. Dodatkowo w F1 wcale nie ma jednomyślności co do dalszych zmian, jest za to otwarty konflikt i Ferrari grożące odejściem, jeśli zmiany będą nie po ich myśli.

Samochody z sezonu 2018 będą najszybsze w historii, ale czy to wystarczy kibicom? Robert Kubica stwierdził ostatnio, że obecne samochody prowadzą się w zakrętach jak ciężarówki. Chodzi o to, że od tamtego czasu przybrały na wadze ponad 100 kg i są teraz cięższe niż samochody IndyCar. Dodatkowo tory F1 są często mało ekscytujące w porównaniu z konkurencyjnymi seriami. Formuła E to ciasne tory uliczne, a w IndyCar różnorodność torów jest nieporównywalna z jakąkolwiek inną serią.

Liberty Media zdaje sobie doskonale sprawę z tych problemów i bardzo prawdopodobne jest pojawienie się w kalendarzu, być może już w przyszłym sezonie nowych wyścigów ulicznych w Miami, Hanoi i Kopenhadze. Transmisje z wyścigów pojawią się w końcu w internecie, na razie tylko na niektórych rynkach. Kamery na torach mają być teraz rozmieszczone w sposób podkreślający prędkość. Jeśli chodzi o kamery to ich rozmieszczenie powinno się zmienić przede wszystkim na bolidach w związku z wprowadzeniem halo. Obecnie nowy element skutecznie zasłania przednie skrzydło na onboardach. Kamerę należało by umieścić centralnie i przesunąć nieco wyżej. I tak jednak nic nie przebije kamer na kaskach z IndyCar.

Przed Liberty Media w najbliższych latach stoi trudne zadanie. Muszą odmienić F1 w taki sposób, by zmiany zostały zaakceptowane przez najważniejszych graczy, mających często sprzeczne interesy. Z pewnością dużo można zrobić w dziedzinie promocji w nowych mediach. Najważniejsze jednak by F1 była ciągle atrakcyjna jako produkt. W roku, w którym Formula E i IndyCar najprawdopodobniej zaczną uzyskiwać coraz większą rangę, Formuła 1 chcąc walczyć o rynki w Azji i Ameryce, musi nie tylko zadbać o promocję, ale także pokazać naprawdę ciekawy spektakl na torze. I tego trzeba życzyć wszystkim kibicom F1.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • kapinorm

    Zima w Barcelonie może być fajna dość ciekawie się zapowiada najgorzej tylko ogarnąć sobie tam Transport bo to zima w Polsce może być ciekawie.

© on the limit - blog o Formule 1
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci