Menu

on the limit - blog o Formule 1

Blog o skomplikowanej teraźniejszości i bogatej historii najszybszego sportu swiata

GP Węgier 2018 – Taktyczne manewry

emikai12

GP Węgier, od kiedy samochody są bardziej oparte na aerodynamice, znowu charakteryzuje się brakiem wyprzedzania, dlatego kluczem do wygranej na Hungaroringu jest taktyka.

DjR59rkW4AEbJU0

GP Węgier było piątym weekendem wyścigowym w czasie sześciu tygodni. Wszyscy w padoku z pewnością z utęsknieniem wyglądali wakacji, ale wszystkim zależało też na dobrym ostatnim wyścigu przed czterotygodniową przerwą.

Ferrari dysponuje w tym momencie sezonu najsilniejszym pakietem, ale team miał za sobą wyjątkowo paskudny tydzień.  Zaczęło się od ogromnej porażki w Niemczech, a trzy dni później przyszła wiadomość o śmierci Sergio Marchionne. Ta tragiczna wiadomość spowodowała nie tylko żałobę, którą na Hungaroringu widać było na samochodach Ferrari, ale też pozbawiła team poczucia stabilizacji. Dobry wynik na Węgrzech był ważny dla morale teamu.

Na dobry rezultat liczył też Red Bull, który ze względu na charakter toru, zawsze jest uważany na Węgrzech za faworyta, choć w erze silników hybrydowych zespół Christiana Hornera wygrał tu tylko raz, kiedy Ricciardo tryumfował cztery lata temu.

Ferrari i Red Bull przegrywają z deszczem

Red Bull rzeczywiście był największą konkurencją dla Ferrari w treningach. Za to Mercedesy, mimo że miały szybkość w poszczególnych sektorach, nie prowadziły się dobrze. Kierowcy nie potrafili złożyć dobrego okrążenia, walcząc z samochodami. Obaj obrócili się w szykanie, Valtteri Bottas nawet obijając się o barierę.

Gdy szykowano się na walkę między Red Bullem i Ferrari, jak to często dzieje się w tym sezonie, nastąpił zaskakujący zwrot akcji. O wszystkim przesądziła pogoda. Przed kwalifikacjami widać było zbliżającą się do toru burzową chmurę.

Na dobre rozpadało się w Q2. Wtedy też rozpoczęły się prawdziwe problemy Red Bulla. Daniel Ricciardo na swoim pierwszym okrążeniu musiał odpuścić z powodu żółtyc h flag po wypadku Lance’a Strolla. Potem było coraz bardziej mokro i nie mógł już wykręcić odpowiednio szybkiego czasu. Odpadł więc w Q2 i startował z dwunastej pozycji. Max Verstappen wszedł do Q3, ale na mokrym torze niespodziewanie samochód spisywał się fatalnie i zajął dopiero siódme miejsce. Potem w wyścigu koszmar teamu trwał kiedy Verstappen odpadł już na szóstym okrążeniu z powodu awarii jednostki napędowej. 

Najlepiej w deszczu zachowywały się Mercedesy. Sebastian Vettel był zbyt wolny, a lepiej radzący sobie od niego w deszczu Kimi Raikkonen musiał odpuścić ostatnie okrążenie z powodu tłoku na torze. Tym sposobem Lewis Hamilton i Bottas niespodziewanie stanęli w pierwszym rzędzie. Wyścig jednak miał być rozegrany na suchym torze i Ferrari miało okazję do rewanżu.

Ferrari próbuje wygrać taktyką

Wyścig zapowiadał się ciekawie. Ferrari przygotowywały się do ataku na starcie. Potem strategia i wytrzymałość opon w ogromnym upale były kluczem. Kimi założył ultra miękkie, licząc na nawiązanie walki z Mercedesami, a konkretnie wyprzedzenie Bottasa, co pozwoliłoby na wywieranie presji na Hamiltonie. Vettel na czwartej pozycji postawił na opony miękkie i wydłużenie pierwszego stintu.

Gdy na starcie Mercedesy utrzymały się na pierwszych pozycjach, a Kimi dał się wyprzedzić Vettelowi, o pogoni za Hamiltonem można było na razie zapomnieć. Lewis spokojnie powiększał przewagę, a Ferrari jechały za Bottasem, znacznie wolniej niż byłyby w stanie, gdyby miały przed sobą wolny tor. W tej sytuacji Ferrari, zdecydowało się na  taktykę na dwa pitstopy dla Kimiego. Jego wczesny zjazd zmusił Bottasa do reakcji okrążenie później.

Uwolniony Vettel miał teraz znowu szansę. Znacznie przyspieszył, ale Lewis odpowiadał zbliżonymi czasami i jego przewaga istotnie nie malała. Sytuacja jednak wyglądała dobrze dla Ferrari. Vettel jechał na miękkich oponach i był szybszy od Bottasa. Można było liczyć na to, że po pit stopie utrzyma drugie miejsce i wtedy na szybszych oponach ultra miękkich oponach będzie mógł puścić się w pogoń za Lewisem, zapewniając kibicom pasjonującą końcówkę wyścigu. Tak się jednak nie stało.

Pod koniec pierwszego stintu, kiedy Vettel prowadził i starał się wykręcać jak najlepsze czasy, napotkał na grupę dublowanych zawodników, którzy utknęli za Estebanem Oconem, wydłużającym pierwszy stint podobnie jak Sebastian. Ostatnim z nich był Carlos Sainz, który nie przepuszczał Vettela przez całe okrążenie, mimo niebieskich flag i desperackich interwencji Sebastiana przez radio. Gdy Niemiec w końcu ponownie miał przed sobą wolny tor, jego opony były już w znacznie gorszym stanie i jego przewaga nad Hamiltonem i, co kluczowe, Bottasem, nadal malała.

Ferrari zareagowało nieco za późno ściągając go do boksu, a dodatkowo pit stop był wolny, z powodu problemu z przednim lewym kołem. Vettel wyjechał więc za Bottasem. W tym momencie Hamiltonowi można już było gratulować zwycięstwa.

Bottas przegrywa na finiszu

Teraz Bottas musiał wybrać czy blokować Vettela, czy zjechać reagując na Raikkonena, który również zmienił opony i szybko się zbliżał. Z punktu widzenia teamu wybór był oczywisty. Bottas miał walczyć o drugie miejsce z Vettelem. Nawet gdyby ostatecznie przegrał, najważniejsze, że uniemożliwiłby Niemcowi pogoń za Hamiltonem. Bottas został więc na torze. Vettel wiedział, że o Hamiltonie trzeba zapomnieć i odpuścił czekając aż opony Bottasa, który jechał najdłuższy stint na oponach miękkich ze wszystkich zawodników zaczną się kończyć.

Pięć okrążeń przed końcem Seb w końcu zaatakował. Kimi był już wtedy tuż za nim. Vettel wyprzedził Bottasa przy wyjściu z pierwszego zakrętu. Niemiec był przekonany, że Bottas nie ma już szans na kontrę na następnym zakręcie. Bottas jednak podjął dość desperacką próbę, w  wyniku której stracił część przedniego skrzydła i kolejną pozycję na rzecz Raikkonena. Był jednak o krok od wyeliminowania Vettela z wyścigu, co byłoby największym skandalem sezonu i dałoby Ferrari podstawy do oskarżeń o nieczysta grę.

Teraz Bottas miał nie tylko zużyte opony, ale też szwankującą aerodynamikę, przedstawiał więc łatwy cel dla Daniela Ricciardo, który cierpliwie jechał na piątej pozycji i teraz w końcu dostał swoja szansę. Ponieważ była to sama końcówka wyścigu, Bottas był bardzo zdeterminowany, by zachować pozycję. Zablokował więc wewnętrzną i stanął z Ricciardo do pojedynku na późne hamowanie. Z Danielem trudno wygrać nawet w pełni sprawnym samochodem, ale Bottas zaprezentował nieustępliwość w stylu Pastora Maldonado, lub Nico Rosberga z GP Austrii 2016, po prostu uderzając w Ricciardo i spychając go na pobocze.

Manewr był zdecydowanie nieprzepisowy i team niemal od razu kazał mu oddać pozycję, spodziewając się kar, ale Bottas nie zgodził się i nadal bronił czwartego miejsca. Ricciardo miał już tylko jedną szansę na początku ostatniego okrążenia, ale tym razem nie miał żadnych problemów z wykorzystaniem jej, dojeżdżając mocno poobijanym samochodem na czwartym miejscu. Bottas nie uniknął kary czasowej od sędziów, ale nie zmieniła ona kolejności.

Toto Wolf stwierdził po wyścigu, że Bottas zasługiwał na podium, ponieważ okazał się świetnym pomocnikiem Lewisa Hamiltona. Finowi to określenie nie przypadło do gustu. Nie ma już jednak złudzeń co do tego, jak będzie wyglądała jego rola w dalszej części sezonu. Różnica punktowa między nim a Hamiltonem mówi sama za siebie.

Taktyczne manewry w środku stawki

Walka o dalsze pozycje również rozstrzygnęła się dzięki taktyce.Kierowcy McLarena, Renault i Esteban Ocon z Force India wystartowali na oponach miękkich. O ile zawodnicy Renault zrobili to, gdyż team miał problemy ze zużyciem opon i był zmuszony postawić na twardsze mieszanki. Ocon i McLareny jechali długi pierwszy stint, co miało rozstrzygające znaczenie dla wyścigu.

Na starcie Carlos Sainz znalazł się tuż za Ferrari, ale Max Verstappen zaatkował na pierwszym zakręcie i wypchnął na zewnętrzną. Skorzystali z tego Gasly i Magnussen, którzy awansowali na szóstą i siódmą pozycję, które szybko zamieniły się w piątą i szóstą, po awarii Verstappena.

Za Sainzem jechali Brendon Hartley, Nico Hulkenberg, i Fernando Alonso. Hiszpan jednak zagapił się, przy końcu fazy wirtualnego samochodu bezpieczeństwa, spowodowanej awarią Verstappena i wyprzedził go Romain Grosjean. Za Alonso znalazł się wtedy Stoffel Vandoorne, oraz dwa Force India Ocona i Sergio Pereza.

Z tyłu stawki fatalnie wypadł tym razem Sauber. Charles Leclerc zatrzymał się już na pierwszym okrążeniu, a Marcus Ericsson, po kolizji z Ricciardo, spadł na sam koniec stawki, gdzie na dobre utknął za Williamsami.

Kolejność się szybko ustaliła. Na Węgrzech, by wyprzedzać trzeba mieć znacznie lepszy samochód od przeciwnika. Dlatego jedynym, który potrafił wyprzedzać był Daniel Ricciardo, wytrwale przebijający się przez stawkę, aż na należne mu piąte miejsce.

Pozostałym pozostała taktyka. O ile Gasly i Magnussen odjechali, za Sainzem utworzyła się kolejka blokowanych zawodników. Sfrustrowany Hulkenberg zjechał bardzo szybko. Hartley i Sainz musieli zareagować na jego undercut, co uwolniło Grosjeana, który pokazał, że Haas na Hungaroringu był znacznie szybszy niż Renault i że ich forma to nie tylko zasługa silnika.

Grosjean wyjechał z boksu przed Hartleyem i Hulkenbergiem, ale za Sainzem. Wszyscy ci kierowcy jednak utknęli za Oconem, który nie bardzo długo nie zjeżdżał do boksu. Był to prezent dla zawodników McLarena, którzy teraz jechali na ósmej i dziewiątej pozycji i powiększali przewagę nad bezradną konkurencją. Po pit stopie McLareny bez problemu utrzymały swoje pozycje. Jednak McLarena czekało też rozczarowanie, kiedy w samochodzie Vandoorne’a nawaliła skrzynia biegów. Belga nie opuszcza w tym sezonie pech.

Po wyścigu najbardziej zadowolony był Gasly, który znowu udowodnił swoją klasę, po raz drugi w tym roku wygrywając małe Grand Prix środka stawki. Hungaroring był szansą dla Hondy, która została wykorzystana. Po raz pierwszy umieścili dwóch kierowców w Q3. Nie udało się Red Bullowi, który po fiasku na Węgrzech, będzie z utęsknieniem czekał na silniki Hondy. Na Węgrzech Verstappen po swojej awarii głośno dał wyraz swojej ogromnej frustracji silnikami Renault. Ten komunikat radiowy musiał być prawie w całości ocenzurowany w transmisji.

Hamilton na prowadzeniu w nieprzewidywalnym sezonie

Lewis Hamilton ma 24 punkty przewagi jadąc na przerwę wakacyjną, co jest największą jak dotąd przewagą lidera w tym sezonie. Po GP Wielkiej Brytanii Mercedes zdołał nie tylko się podnieść, ale wygrać z Ferrari dwa razy z rzędu. Czy Hamilton jest wobec tego faworytem do mistrzostwa?

Możliwe, że zaszkodzi mu klątwa GP Wegier. Od sezonu 2005 zwycięzca z Hungaroringu nigdy nie wygrywał mistrzostwa, ale w tym sezonie trudno cokolwiek przewidzieć. Jak dotąd jedyna widoczna w tym sezonie tendencja to przegrane faworytów. Mercedes przegrał w Australii, Austrii i Wielkiej Brytanii, mimo bycia murowanym faworytem. Ferrari zrobiło to samo w Chinach, w Niemczech i na Węgrzech.

Teraz najwięcej zależy od postawy Vettela i Ferrari. Zaczęli sezon świetnie, ale potem było wiele niewykorzystanych okazji. Po wakacjach muszą powrócić skupieni i przestać popełniać proste błędy. Wtedy szybkość ich samochodu powinna przeważyć szalę na korzyść Vettela.

DjPMHsxXoAEVcKwDjSDwUWWsAAXCjlDjSbv4rXoAApdyS38140455_1120136584809989_1369303700736049152_n

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [mySPED] *.166.rako-lan.pl

    W końcu działo się coś ciekawego na torze, ostatnie wyścigi mnie lekko zawodziły, jednak to gp było bardzo ciekawe. Aż z przyjemnością się oglądało. Czekam na kolejne popisy czołowych kierowców.

© on the limit - blog o Formule 1
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci