Menu

on the limit - blog o Formule 1

Blog o skomplikowanej teraźniejszości i bogatej historii najszybszego sportu swiata

GP Japonii 2018 - Va banque

emikai12

W ostatnich latach wyścigi na torze Suzuka często przypominały nudną procesję. W tym roku jednak było zupełnie inaczej. Kibice obejrzeli dużo akcji. Były kraksy i emocjonujące pojedynki. Niestety jednak walka w czołówce rostrzygnęła się szybko, kończąc definitywnie emocje w walce o tytuł.

Do4q9O3XoAESWOH

Przed rokiem właśnie w Japonii Ferrari zadało samo sobie decydujący cios w walce o mistrzostwo, w tym roku ich sytuacja była równie zła. Musieli postawić wszystko na jedną kartę. Pod presją łatwiej jednak o błędy. Ferrari przywiozło do Japonii nowe naklejki „Mission Winnow” związane z kampanią ich sponsora Philip Morris. Nie było niespodzianką, że czytano to raczej „Mission Win Now”. W istocie Ferrari koniecznie musiało zacząć wygrywać.

Ferrari przegrywa same ze sobą w kwalifikacjach

Treningi pokazywały, że Mercedes, mimo że ekipa z Maranello pojawiła się z zupełnie nowym pakietem aerodynamicznym, nadal miał przewagę. Lewis Hamilton podkreślał, że to stopniowy rozwój i coraz lepsze zrozumienie samochodu jest kluczem do formy Mercedesa. Ferrari jednak potrzebowało czegoś więcej. Prawdziwego przełomu. Nie mieli już wyjścia, musieli ryzykować.

Zaryzykowali po raz pierwszy w Q3, kiedy jako jedyny zespół zagrali va banque i postawili na opony przejściowe. Reszta stawki podjęła inną decyzję i pozostała na oponach suchych. Maurizio Arrivabene był wściekły po kwalifikacjach, zżymając się na prosty błąd ekipy, stwierdzając, że trzeba trzymać rękę na pulsie i patrzeć co dzieje się wokół. Tak naprawdę jednak można zrozumieć taktyków Ferrari. To sytuacja zmusiła ich do podejmowania ryzyka. Skoro wiadomo było, że nie da się pokonać Mercedesów na tych samych oponach, dlaczego nie zaryzykować?

Niestety nie była to ostatnia zła wiadomość dla Ferrari tego dnia. Na ich szczęście zawodnicy, po szybkiej zmianie opon, zdążyli przejechać jedno szybkie okrążenie, ale obaj popełnili na nim błędy w zakręcie Spoon. Kimi stracił przez to trzecie miejsce na rzecz Maxa Verstappena, ale błąd Seba był znacznie poważniejszy i zepchnął go na dziewiąte miejsce, które zamieniło się w ósme, po karze dla Estebana Ocona.

Ferrari przegrywa same ze sobą w wyścigu

Niespodziewanie Seb wystartował świetnie i szybko znalazł się w walce o czołowe pozycje. Słaby start Brendona Hartleya umożliwił mu wyprzedzenie obu samochodów Toro Rosso jeszcze przed pierwszym zakrętem. Następnie dość szybko poradził sobie z Haasem Romaina Grosjeana i znalazł się na piątym miejscu tuż za Raikkonenem. Fin naciskał na Verstappena i stanął przed szansą, gdy Holender zblokował koło przed szykaną i wyjechał poza tor. Kimi próbował to wykorzystać, ale na wyjściu z szykany Max wypchnął go poza tor. Vettel minął wtedy Kimiego i znalazł się na czwartym miejscu.

Verstappen był jego następnym celem. Jedyną przeszkodą na drodze do nawiązania walki z Mercedesami, która była jego jedyną szansą na uratowanie mistrzostwa. Seb musiał ryzykować. Mimo tego, że dostał informację o pięciosekundowej karze dla Verstappena, wiedział, że musi zaatakować, przy pierwszej nadarzającej się okazji. Ta pojawiła się przed zakrętem Spoon, tuż po tym jak z toru zjechał samochód bezpieczeństwa spowodowany kolizją Charlesa Leclerca i Kevina Magnussena.

Nie kalkulując, Vettel zagrał va banque i zaatakował po wewnętrznej. Max nie spodziewał się ataku, starał się zostawić mu nieco miejsca, ale nie zamierzał też ustępować. Luka szybko zrobiła się znacznie węższa, samochód Niemca złapał podsterowność i znalazł się na kursie kolizyjnym z Red Bullem Verstappena. Ferrari obróciło się i w efekcie spadło prawie na sam koniec stawki. W tym momencie mistrzostwo było przegrane. Po wyścigu mówiono o manewrze Vettela, jako o kolejnym niewymuszonym błędzie. Ale ten błąd był wymuszony. Wymuszony sytuacją w mistrzostwach spowodowaną poprzednimi błędami.

Do5zQR6XgAAxIgI

Trudno oprzeć się wrażeniu, że o ile winą za zeszłoroczną porażkę można obarczyć raczej zespół, w tym roku zawiedli kierowcy. Vettel przez serię błędów. Kimi przez brak tempa. W Japonii skończył pół minuty za obydwoma Red Bullami i tylko niespełna 20 sekund przed Vettelem, który musiał przebijać się z końca stawki. Ferrari nie kazało Kimiemu przepuścić Vettela, być może w obawie, że Fin wyśmieje ten pomysł. Nie ma co się oszukiwać, mistrzostwa są już przegrane. Nie zamieniając kierowców miejscami Ferrari to przyznało.

Kontrowersyjne kary

Kara pięciu sekund okazała się nie mieć konsekwencji dla Verstappena, który mimo to zdołał wyjechać z boksu przed Raikkonenem, ale Holender i tak był niezadowolony, dodatkowo zastanawiając się, dlaczego żadnej kary nie otrzymał Vettel. Verstappen porównywał ich zderzenie do incydentu w Chinach, gdzie to Verstappen atakował od wewnętrznej i wtedy to on otrzymał karę. Sebastian z kolei twierdził, że Max nie zostawił mu miejsca. Co do incydentu z Raikkonenem, Verstappen stał na stanowisku, że nie mógł zrobić więcej, jeśli nie chciał ściąć szykany. Jednak decyzja sędziów wydaje się w tym przypadku słuszna. Max nie ściął szykany, bo chciał obronić się przed Raikkonenem. Wypychając go poza tor, zrobił to nieprzepisowo. O ile sędziom łatwo się wybronić z decyzji dotyczących Verstappena, ich inne werdykty budziły poważne wątpliwości.

Zespoły McLarena i Williamsa ponownie walczyły na końcu stawki. Już na pierwszym okrążeniu doszło do kolizji między Lance’em Strollem a Fernando Alonso. Hiszpan również został nieprzepisowo wypchnięty poza tor, ale i tak znalazł się przed Kanadyjczykiem, po tym jak ściął szykanę. Można byłoby więc przyjąć, że sytuacja rozwiązała się sama. Zwłaszcza na torach z asfaltowymi poboczami sytuacja, kiedy wypchnięty poza tor zawodnik, korzysta z pobocza i w efekcie broni swojej pozycji, nie należy do rzadkości. W tym przypadku jednak sędziowie zdecydowali się nałożyć pięciosekundowe kary na obu kierowców, co wydawało się zbędne i co Alonso dobitnie skrytykował po wyścigu. Taka drobiazgowość wydaje się tym bardziej niezrozumiała, że Kevin Magnussen nie dostał żadnej kary za bardzo niebezpieczny manewr, który spowodował pojawienie się samochodu bezpieczeństwa i zmusił Charlesa Leclerca do zmiany przedniego skrzydła, po tym jak Magnussen zablokował go bardzo agresywnie na końcu prostej, przy maksymalnej szybkości.

Honda nie wykorzystuje potencjału

Honda w Japonii zaprezentowała ulepszony silnik, który w kwalifikacjach przyniósł Brendonowi Hartleyowi szóste, a Pierre’owi Gasly’emu siódme miejsce. Był to mocny cios w stronę Renault. Francuzi w sobotę mieli wyjątkowo paskudny dzień. McLareny wlokły się na samym końcu stawki, Nico Hulkenberg nie wyszedł z Q1 pokonany przez Lance’a Strolla w Williamsie, a samochód Daniela Ricciardo zepsuł się w Q2, powodując krzyk wściekłości, który uświadomił wszystkim poziom frustracji Australijczyka ciągłymi awariami.

W wyścigu jednak wydarzenia nie potoczyły się po myśli Hondy i Toro Rosso. Hartley miał fatalny początek wyścigu, szybko wypadając z pierwszej dziesiątki. W tym czasie Ricciardo nadrabiał straty i już po pierwszym pit stopie znalazł się przed wyjątkowo wolnym tego dnia Raikkonenem. Gasly utrzymywał się do pitstopów na siódmej pozycji za Grosjeanem. Jednak z niewiadomych powodów zespół zbyt długo czekał ze skierowaniem go do boksów, przez co Francuz dał się podciąć obydwu zawodnikom Force India. Pierwszy z nich, Sergio Perez, dopadł potem walczącego z brakiem telemetrii i źle prowadzącym się samochodem Grosjeana i wyprzedził go, kiedy Francuz zwolnił nieco zbyt mocno w fazie wirtualnego samochodu bezpieczeństwa.

Gasly, po tym jak wyprzedził go też Vettel, znalazł się na dziesiątym miejscu, ale wtedy przyszło najgorsze, gdy w samej końcówce wyścigu dopadło go Renault Carlosa Sainza. Ku rozpaczy japońskich kibiców Gasly nie był w stanie się obronić i Honda została bez punktów. Trzeba powiedzieć, że w tym roku w Suzuka było wyjątkowo dużo manewrów wyprzedzania, wbrew reputacji toru, na którym podobno prawie nie da się wyprzedzać.

Porażka Hondy nie zmienia faktu, że ich najnowsza wersja silnika wydaje się być dużym krokiem naprzód i powodem, dla którego Red Bull może myśleć z optymizmem o nadchodzącym sezonie. Z kolei świadomość, że Honda staje się mocniejsza niż Renault, to kolejna kropla w morzu rozpaczy, w którym pogrąża się McLaren. W Japonii mimo świetnej jazdy Alonso w pierwszej fazie wyścigu, byli w stanie pokonać tylko Williamsy. Force India ma duże szanse wyprzedzić ich przed końcem sezonu w klasyfikacji kontruktorów.

Mercedes przechodzi do legendy

Tak jak sezon wcześniej, Ferrari straciło formę po przerwie wakacyjnej. Mercedes za to ponownie pokazał swoją dominację, ale w tym roku zrobiło to większe wrażenie, bo po raz pierwszy byli w tak poważnych tarapatach. Przezwyciężenie trudności w takim stylu pokazuje, że ekipa Toto Wolffa ma szansę przejść do historii jako jedna z najlepszych. Bardziej dzięki temu sezonowi niż tym, w których dominowali niepodzielnie. Tegoroczne tryumfy pokazują nie tylko przewagę technologiczną Mercedesa, ale też niezłomnego ducha zespołu, w którym najwyraźniej panuje świetna atmosfera i wszystko znowu działa jak w zegarku.

Duet Wolff – Hamilton niepostrzeżenie zyskuje status taki jak kiedyś miały duety Jim Clark – Colin Chapman, Jackie Stewart – Ken Tyrrel, Ayrton Senna – Ron Dennis, Michael Schumacher – Jean Todt i Sebastian Vettel – Christian Horner. Pod względem sukcesów już od dawna im dorównują, ale dopiero dzięki zwycięstwom przeciwko Ferrari pokazują prawdziwa wielkość. Te lata przejdą do historii jako ich era i na długo pozostaną niedoścignionym punktem odniesienia dla innych. Widok dwóch Mercedesów jadących w formacji podczas rundy honorowej, to obraz, który zostanie na zawsze w pamięci fanów zespołu i będzie wspominany latami jako symbol tryumfu nad Ferrari.

 

Do1oAbiW4AAucUG

Do4ul2aX0AAqHqHDo5AJuXgAEpcCwDosbEaWwAA9pxs

 

 

© on the limit - blog o Formule 1
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci