Menu

on the limit - blog o Formule 1

Blog o skomplikowanej teraźniejszości i bogatej historii najszybszego sportu swiata

GP Meksyku 2018 - Rozczarowujący tryumf Hamiltona

emikai12

GP Meksyku miało być tylko formalnością dla Lewisa Hamiltona. Anglik w praktyce zapewnił sobie mistrzostwo już wcześniej wygrywając na przełomie wrześnie i października cztery wyścigi z rzędu, podczas gdy Sebastian Vettel notował kolejne słabe występy.

Dqnq82dWsAYYrDX

W Meksyku Hamilton wiedział, że do mistrzostwa wystarczy mu siódme miejsce, nawet jeśli Vettel wygrałby. Zwycięstwo Niemca było jednak wątpliwe.

Do roli faworyta GP Meksyku od tygodni przygotowywał się Red Bull. Wygrali tu zdecydowanie rok temu, dzięki Maxowi Verstappenowi, a w ostatnich wyścigach prezentowali szybkość porównywalną z dwoma najlepszymi zespołami. Położenie toru na dużej wysokości obniża nieco moc silników, a także niweluje różnice między nimi. Verstappen miał za sobą serię świetnych wyścigów, a Daniel Ricciardo był bardzo głodny sukcesu po pechowej serii awarii i chciał pożegnać się z zespołem zwycięstwem, a przynajmniej stanąć znowu na podium. Szanse na to były spore, bo wiele wskazywało na to, że w Meksyku Red Bull  będzie najsilniejszy od czasu wygranego przez Ricciardo GP Monako.

Wewnętrzna walka w Red Bullu

Treningi potwierdziły, że nadzieje Red Bulla mają szansę się ziścić. Verstappen panował niepodzielnie. Samochód prowadził się świetnie, a silnik Renault w specyfikacji B zdawał egzamin. W dalszej części stawki zdecydowanie dominowały wyposażone w ten sam silnik co Red Bull samochody Renault. Do wyścigu zakwalifikowały się na siódmym i ósmym miejscu. Zaraz za nimi stanęły Saubery. Tak dobry występ zespołu z Hinvil ułatwiły problemy zespołu Haas, którego oba samochody odpadły w Q1, nie mogąc  poradzić sobie z oponami. Także samochody Force India nie znalazły się w Q3 poświęcając pozycję na starcie dla taktyki, chcąc startować na najtwardszej dostępnej oponie.

Walka w czołówce w Q3 była zacięta. Po pierwszych przejazdach w Verstappen prowadził przed Vettelem, ale w drugim przejeździe żaden z nich nie zdołał poprawić swojego czasu. Poprawili się za to Hamilton, który znalazł się przed Vettelem i Ricciardo, który o włos wyprzedził Verstappena. Młody Holender był bardzo sfrustrowany, po tym jak problemy z prowadzeniem pojawiły się w jego samochodzie nagle podczas kwalifikacji. Mimo to był bardzo szybki, ale dzięki perfekcyjnemu przejazdowi przez krętą sekcje w drugiej części okrążenia Ricciardo tryumfował po raz pierwszy wywalczając pole position na innym torze niż Monako. Max byłby najmłodszym zdobywcą pole position w historii, gdyby nie te 0.026 sekundy, których mu zabrakło. Najprawdopodobniej to była jego ostatnia szansa na pobicie tego rekordu. W przyszłym sezonie już będzie za późno i najmłodszym zdobywcą pole position pozostanie Vettel.

Ricciardo szalał promieniał radością, podczas gdy Max był wściekły. Wiedział, że tak jak podczas każdego weekendu od czasu GP Monako, to on był szybszy niż jego zespołowy kolega. W nocy przed wyścigiem długo nie mógł zasnąć. W niedziele pojawił się na torze może nie wyspany, ale tak zmotywowany, że jego najbliżsi obawiali się, czy nie pojedzie zbyt agresywnie.

Mercedes dobrze zaczyna

Lewis na trzecim miejscu, był bardzo zadowolony z postępu jaki Mercedes zrobił od wyjątkowo słabego w ich wykonaniu piątku, z kolei Vettel był rozczarowany wynikiem, ale liczył na lepsze tempo w wyścigu, i przyspieszenie na prostej.

To właśnie przyspieszenie Ferrari martwiło Christiana Hornera w perspektywie długiego dojazdu do pierwszego zakrętu, jednak okazało się, że zawodnicy Ferrari wystartowali słabo, nieźle natomiast wystartował Hamilton.

Z dwójki Red Bulli lepiej poradził sobie na starcie Verstappen i to właśnie on stoczył zwycięską walkę z Hamiltonem w pierwszej szykanie. Sebastian Vettel w pierwszym zakręcie nieco zachowawczo hamował wcześnie i wycofał się z walki pomiędzy Ricciardo a Bottasem, ale potem skutecznie zaatakował Fina przed druga szykaną wychodząc na czwarte miejsce. Raikkonen najpierw spadł za Carlosa Sainza, ale szybko odzyskał szóstą pozycję. Dziesiątkę zamykał Nico Hulkenberg i dwa Saubery. Dalej jechali Sergio Perez i Fernando Alonso, ale Hiszpan bardzo szybko wycofał się, po tym jak jego samochód najechał na część uszkodzonego przedniego skrzydła Estebana Ocona. Francuz w drugiej szykanie zderzył się z Hulkenbergiem, na skutek czego musiał udać się do boksu. Dla teamu Force India był to początek trudnego wyścigu.

Dqn1eMMWoAIAGxY

Kluczową sprawą dla wyniku stało się oszczędzanie opon. Pirelli przywiozło do Meksyku najbardziej miękki zestaw opon z możliwych, co sprawiło, że rozstrzygającym czynnikiem dla losów wyścigu było zużycie opon. Nie była to dobra wiadomość dla Mercedesa.

Po jedenastu okrążeniach Hamilton zjechał jako pierwszy z czołówki, Bottas tuż za nim. Oznaczało to postawienie na taktykę dwóch pitstopów. Red Bull zareagował również posyłając swoich kierowców do boksu, jednak Ferrari pozostawiło swoich na torze, ciągle wierząc w możliwość jazdy na tylko jeden stop. Lewis Hamilton natknął się na Kimiego i zaatakował go dość ryzykownie jak na jego sytuację w mistrzostwach, ale Kimi zostawił mu odpowiednio dużo miejsca i w efekcie Hamilton łatwo zyskał pozycję.

Ostatecznie kierowcy Ferrari zjechali po osiemnastu okrążeniach i na świeżych oponach zaczęli szybko nadrabiać straty. Vettel szybko szybko dogonił Ricciardo, Raikkonen zblizał się do Bottasa.

Perez i Force India zawodzi meksykańskich kibiców

Na okrążeniu numer 31 dublowany przez Verstappena Carlos Sainz zatrzymał się nagle w sekcji stadionowej powodując fazę wirtualnego samochodu bezpieczeństwa, co uradowało zespół Force India. Czekali na tę szansę i wykorzystali ją, by dopiero wtedy wykonać pierwsze pit stopy. Nie wykorzystali tego jednak zawodnicy zespołu Haas, którzy liczyli na to, że dojadą do mety na jeden pit stop, który planowali wykonać, po starcie na najtwardszej mieszance, w drugiej części wyścigu. Taktyka ta kompletnie nie zadziałała i w efekcie Haas nietypowo w ogóle nie liczył się  w walce o punkty.

Sergio Perez znalazł się teraz za Charlesem Leclerciem mając od niego znacznie szybsze opony. Do dwójki walczących między sobą zawodników zbliżał się, naciskany przez Vettela, Ricciardo. Ku sporej frustracji Australijczyka, Seb wykorzystał ten moment, by dostać się na trzecie miejsce i puścić się w pogoń za Hamiltonem, którego dogonił kilka okrążeni później. Anglik niemal w ogóle się nie bronił, mając poważne problemy z oponami.

Perez zostawił w międzyczasie Leclerca w tyle. Był ósmy i miał dużą szansę zaatakować Hulkenberga, kiedy w jego samochodzie wysiadły hamulce. To była prawdziwa katastrofa dla Force India i meksykańskich kibiców, przez cały weekend dopingujących Pereza. Nadomiar złego na hamulce zaczął narzekać też Ocon, który w efekcie nie był w stanie dojechać do mety w punktach.

Te zgarnął Stoffel Vandoorne , który ukończył wyścig na ósmej pozycji. Na dziewiątym miejscu dojechał Marcus Ericsson. Obu udało się zjechać do boksu tylko raz. Ericsson ukończył wyścig przed Pierrem Gasly’m i przyczynił się do awansu Saubera przed Toro Rosso w klasyfikacji konstruktorów. Oba zespoły są zgodnie z przewidywaniami przed sezonem w dole tabeli, ale wyścig w Meksyku pokazał jeszcze raz, że nie można ich nazwać autsajderami.

Szwed pod koniec pierwszego stintu poświęcił swoja strategie, by jak najdłużej blokować Pereza, pomagając tym samym Leclercowi. To zepsuło jego własny wyścig, ale mimo to udało mu się awansować do pierwszej dziesiątki. Ericsson ma bardzo solidny sezon, ale jego przygoda z F1 dobiega końca. Od przyszłego roku wystartuje w IndyCar. Innym zawodnikiem, który najprawdopodobniej odejdzie z F1, mimo zwyżki formy, jest Brendon Hartley. Nowozeladczyka prześladuje jednak pech. Tym razem lepszy wynik uniemożliwił uszkodzony samochód, po kontakcie z Oconem.

Możliwe, że Haas w Meksyku przegrał swoją szansę na czwarte miejsce. Nico Hulkenberg nie tylko zdobył ważne punkty dla Renault, ale powiększył przewagę nad Perezem do dwunastu punktów i zrobił ogromny krok w kierunku prestiżowego siódmego miejsca w klasyfikacji kierowców. Force India znalazło się w trudnej sytuacji. Jeśli chcą wyprzedzić McLarena, muszą nadrobić do niego 15 punktów podczas dwóch ostatnich weekendów sezonu.

Niezależnie od tego jak ciekawa jest walka w środku stawki, przepaść między pierwsza trójką zespołów a resztą jest coraz większa. Żaden wyścig jak dotąd nie pokazał tej różnicy tak dobitnie. Siódmy Hulkenberg został zdublowany przez szóstego Bottasa, a Verstappen i Vettel zdublowali go dwukrotnie. 

Pech Ricciardo

Na czterdziestym szóstym okrążeniu Max Verstappen utrzymywał bezpieczna przewagę na Sebastianem Vettelem. Walczący z oponami Hamilton blokował Ricciardo, a jego partner z zespołu Bottas, Raikkonena. Stawało się jasne, że Mercedesy nie dojadą do końca bez drugiego pit stopu. Na kolejnym okrążeniu Hamilton przestrzelił szykanę, spadł za Ricciardo i ogłosił przez radio, że jego opony są już absolutnie „martwe”. Skierowano go do boksu, a wkrótce dołączył do niego Bottas, który chwilę po Hamiltonie powtórzył jego manewr ścięcia pierwszej szykany, co z kolei wykorzystał Raikkonen. Równo z Hamiltonem do boksu zjechał też Vettel. Ricciardo dzięki temu wyszedł na drugą pozycję i musiał utrzymać za sobą Vettela teraz wyposażonego w świeże opony. Kimi nie zjechał do boksu, dzięki czemu awansował na trzecie miejsce przed Mercedesami.

Seb robił co w jego mocy, ale z każdym kolejnym okrążeniem zużywał opony i jego szanse były coraz mniejsze. Na okrążeniu numer 62 wydawało się, że Daniel oponował sytuację i Red Bull odniesie zasłużone podwójne zwycięstwo.

Wtedy z samochodu Ricciardo zaczął wydobywać się dym. Chwilę później Daniel zatrzymał się na poboczu. Po raz kolejny. Po wyścigu powiedział, że chętnie oddałby swój samochód Gasly’emu już teraz. Trudno się dziwić. Taki ciąg awarii każdego by zdemotywował. Problem Ricciardo polega na tym, że Gasly będzie w przyszłym roku korzystał już z silników Hondy. Daniel nadal będzie korzystał z silników Renault.

Podczas gdy Ricciardo przeżywał kolejne rozczarowanie, Max Verstappen przeżywał kolejny tryumf. Wygrał bezapelacyjnie, tak jak rok wcześniej, deklasując w Meksyku konkurencję. Ten wyścig pokazał jak silny jest Red Bull, jeśli nie ma deficytu mocy. Gdy Ricciardo będzie męczył się w Renault, Max, jeśli Honda nie zawiedzie, może już w przyszłym roku włączyć się do walki o mistrzostwo.

Podium bez mistrza świata

W tym roku jednak w mistrzostwach dominował Lewis Hamilton. Właśnie w Meksyku ostatecznie zapewnił sobie mistrzostwo. Po wyścigu zaczęło się świętowanie tytułu, ale wypadło trochę nieprzekonująco. Will Smith gratulował Lewisowi przez radio świetnej jazdy, po wyścigu, który był dla niego jednym z najgorszych w sezonie, a w boksie Mercedesa szampan lał się strumieniami po pierwszym od zeszłorocznego GP Monako wyścigu, który oba samochody Mercedesa skończyły poza podium. Nic dziwnego, że Hamilton mówił, że nie dociera do niego do końca, że właśnie został pięciokrotnym mistrzem świata, z zrównując się z legendarnym Juanem Manuelem Fangio.

DqpF2VVUUAA8Pf1

To jednak prawda. Lewis w tym roku, bardziej niż w jakimkolwiek innym mistrzowskim sezonie pokazał swoją wielkość i zapewnił sobie miejsce wśród największych w historii. Ten rok był szczególny, bo tym razem Mercedes tryumfował nie dzięki przewadze technicznej, ale dzięki klasie Hamiltona, która przesądzała o wygranej w kluczowych momentach. Zwycięstwa w Hockenheim, na Monzy i genialne okrążenie kwalifikacyjne w Singapurze, to były ciosy, po których Ferrari się już nie podniosło.

Jest też jednak druga strona medalu. Hamilton błyszczał tak dlatego, że Mercedes nie miał już technicznej przewagi. Dlatego Hamilton robił różnicę, na tle popełniającego błędy Vettela. Jednak to Ferrari, po tym jak powróciło do formy, wydaje się obecnie znowu dysponować najlepszym samochodem, a Red Bull też jest coraz bliżej. Hamilton ma podpisany kontrakt na następne dwa lata. Jeśli Mercedes utrzyma formę, Brytyjczyk może stać się najlepszym kierowca wszech czasów, bijąc kolejne rekordy Michaela Schumachera i zrównując się z nim jako siedmiokrotny mistrz świata. Jednak jak dotąd nikt w historii nie wygrał klasyfikacji konstruktorów siedem razy z rzędu. Czy Mercedes może tego dokonać? GP Meksyku to poważne ostrzeżenie. Świętowanie zapewne nie potrwa długo, bo szybko będzie trzeba stawić czoła kolejnym wyzwaniom.

DqjkCwVXQAAc8lfDqoCKM5XgAEDbbn

© on the limit - blog o Formule 1
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci