Menu

on the limit - blog o Formule 1

Blog o skomplikowanej teraźniejszości i bogatej historii najszybszego sportu swiata

GP Rosji 2018 - Zespołowe zwycięstwo

emikai12

Soczi Autodrom zajmuje szczególne miejsce w karierze Valtteriego Bottasa. Z tym torem wiążą się dla niego wspomnienia wspaniałych występów. W tym roku jednak właśnie tu poznał, jak okrutna dla kierowcy numer dwa potrafi być Formuła 1.

DoV3vHWXsAEoRtq

Kibice Ferrari po poprzednich dwóch wyścigach mogli poczuć się jak kibice polskich piłkarzy na ostatnich mistrzostwach świata. Zamiast zapowiadanego sukcesu, przyszły dwie bolesne porażki. Nie wiadomo było do końca, czy Grand Prix Rosji to dla włoskiego teamu był jeszcze mecz o wszystko, czy już tylko mecz o honor. Szanse Sebastiana Vettela na mistrzostwo wydawały się iluzoryczne przy aż czterdziestu punktach straty. W takiej sytuacji musieli liczyć na problemy Mercedesa w ostatniej części sezonu, ale przede wszystkim musieli wygrać w Rosji.

 Na domiar złego niemiecki zespół w Soczi był, po raz pierwszy od dawna faworytem. Nie dość, że jak dotąd wygrywali tu zawsze, podczas dotychczasowych czterech wyścigów, nie dość, że Hamilton wydawał się być w życiowej formie, to dodatkowo Valtteri Bottas jest prawdziwym specjalistą od tego toru.

Bottas jak dotąd zawsze, także gdy jeździł w Williamsie, kwalifikował się w Soczi na trzeciej pozycji i nigdy nie dojechał tu do mety na pozycji niższej niż czwarta. Rok wcześniej wygrał tu swój pierwszy wyścig w F1. Sytuacja w klasyfikacji sprawiała jednak, że bardziej niż konkurentów z Ferrari, Fin powinien obawiać się poleceń zespołowych. To był kluczowy moment sezonu dla Lewisa Hamiltona, a forma Bottasa miała być kluczem do podwójnego zwycięstwa Mercedesa, które ostatecznie dobiłoby Ferrari i Vettela.

W kwalifikacjach przewaga Mercedesów była zaskakująco duża, byli ponad pół sekundy z przed Ferrari. Bottas, zgodnie z przewidywaniami pojechał świetnie, zdobywając pierwsze pole position od czasu GP Austrii. Walka w czołówce nie dostarczyła więc wielu emocji, a dodatkowo rozgniewał kibiców przebieg Q2.

Renault widziało, że jego kierowcy nie mają tempa, wiec odpuścili Q2, licząc na powtórkę sytuacji z Singapuru i taktyczną przewagę na twardszej mieszance opon. Ponieważ Pierre Gasly i dwa Red Bulle, obciążeni karami za wymianę silników w ogóle nie wyjeżdżali z boksu, na torze zostali wyłącznie zawodnicy awansujący do Q3. Q2 zamieniła się więc w wolny trening przed Q3. Marcus Ericsson awansował do pierwszej dziesiątki po raz pierwszy od wyścigu w Monza  w sezonie 2015.

Dla Vettela najważniejszy stał się teraz start. Musiał koniecznie wyprzedzić Hamiltona. W przeciwnym razie, Anglik wygrałby przy wsparciu Bottasa, a on utknąłby na trzecim miejscu.

Taktyka na starcie była kluczowa i zespoły przed wyścigiem analizowały różne warianty. Rok wcześniej Bottas wyszedł na pierwsze miejsce z trzeciego, dzięki holowaniu się w tunelu aerodynamicznym za Vettelem, który wtedy startował z pierwszego miejsca. Teraz role się odwróciły, a Seb miał nadzieję na podobny manewr. Mercedes musiał temu zapobiec.

Vettel wystartował lepiej od Hamiltona, ale Lewis ciągle był obok niego i uniemożliwił mu zjechanie do wewnętrznej pierwszego zakrętu, gdzie mógłby skorzystać z aerodynamicznego cienia samochodu Bottasa.

Valtteri pozostał przy prawej krawędzi toru pomagając przez to holującemu się za nim Hamiltonowi. W ten sposób Vettel stracił swoją szansę, Mercedesy wjechały w drugi zakręt na dwóch pierwszych pozycjach, a Ferrari przegrało pierwszą rundę.

Bohaterem następnych okrążeń był Max Verstappen, który pokazał siłę Red Bulla. Max Verstappen i Daniel Ricciardo startowali w Rosji z karami za wymianę silników. Red Bull zdecydował się zmienić wersję silnika Renault ze specyfikacji C na bardziej niezawodną specyfikację B. Ferrari i Mercedes byliby na tym torze najprawdopodobniej i tak poza ich zasięgiem, a przewaga nad resztą stawki powinna pozwolić im powrócić na należne im pozycje.

Tak też się stało, ale tempo w jakim Max Verstappen przedzierał się przez stawkę, zaskoczyło wszystkich. Startując z dziewiętnastego miejsca, już na trzecim okrążeniu był w pierwszej dziesiątce, a na ósmym zameldował się na piątej pozycji. Jego kolega zespołowy Daniel Ricciardo był spowolniony przez uszkodzone na pierwszym okrążeniu przednie skrzydło, ale w końcu także znalazł się w pierwszej szóstce.

W czołówce nadal trwała walka. Vettel nie dawał Hamiltonowi uciec, jadąc tuż za Mercedesami. Następną szansą były zjazdy do boksu. Oba teamy nie popisały się refleksem, ale najbardziej zagapił Mercedes. Pierwszy, po dwunastu okrążeniach, zjechał Bottas i na nowych oponach zaczął wykręcać szybsze czasy. Ferrari powinno zareagować natychmiast kierując Vettela do boksu razem z Bottasem, jednak czekali jedno okrążenie, co dało szansę Hamiltonowi, by uniemożliwić Ferrari undercut. Ferrari kazało Vettelowi zjechać, jeśli Lewis pozostanie na torze i tak też zrobił. Dlaczego Lewis nie zjechał? Toto Wolff wziął winę na siebie. Podobno James Vowles nie zareagował w porę, bo właśnie był zajęty rozmową z Wolffem na temat… strategii.

W efekcie Lewis niepotrzebnie przejechał dodatkowe okrążenie na mocno zużytych oponach, dodatkowo napotykając na nim dublowanego Siergieja Sirotkina. W efekcie wyjechał za Vettelem.

Mercedes po raz kolejny w tym sezonie zawiódł Hamiltona, który teraz polegać mógł tylko na swoich umiejętnościach. Te jednak są duże i przesądziły w tym być może kluczowym momencie mistrzostw. Przyblokowany za Bottasem, Vettel musiał się bronić. W zakręcie 13 przyblokował koła i od tego momentu Lewis był tuż za nim, zdeterminowany, by wykorzystać tę szansę. Na prostej startowej Seb zablokował Lewisa bardzo agresywnie, prawie spychając go na ścianę. Lewis jednak nie dał się wyprowadzić z równowagi i już na zakręcie 4 zaatakował znowu. Tym razem Vettel ustąpił. W Mercedesie odetchnęli z ulgą, Ferrari musiało przyjąć kolejny cios. To starcie bezpośrednich rywali było kluczowe w tegorocznej walce o mistrzostwo świata.

Toto Wolff nie mógł jednak jeszcze być spokojny o zwycięstwo. Walcząc z Vettelem Hamilton nadwerężył swoje opony i Mercedes miał obawy, czy zdoła utrzymać pozycję do końca wyścigu.  Problemem był Verstappen, który nie zamierzał zmieniać opon i pozostawał na prowadzeniu. Gdy Mercedesy dogoniły go, stało się jasne, że nie będą w stanie go wyprzedzić. Przyblokowany Hamilton, gdyby zaczął mieć problemy z oponami, mógłby stać się łatwym celem.

W takiej sytuacji podjęto decyzję o poleceniu zespołowym dla Bottasa. Przed wyścigiem spekulowano, czy Mercedes pozwoli Finowi wygrać wyścig. Po wyścigu Toto Wolf podkreślał, że w innej sytuacji nie użyliby poleceń zespołowych i chodziło o ochronę pozycji Lewisa, ale mało kto mu uwierzył. Może lepiej byłoby, żeby już przed weekendem ustalić zasady i przygotować Bottasa psychicznie na to, co ma nadejść, gdyż Valtteri wydawał się zaskoczony bardzo konkretnym poleceniem przepuszczenia Lewisa, które wydano gdy na dwudziestym piątym okrążeniu Mercedesy dogoniły Verstappena. Podano nawet konkretny zakręt, na którym ma to zrobić. W rezultacie wypadło to bardzo demonstracyjnie i Lewis przyznał, że czuł się fatalnie widząc jak Bottas zwalnia.

Gdy Verstappen zjechał w końcu do boksu i widać już było, że Vettel nie będzie żadnym zagrożeniem, Bottas upewnił się jeszcze czy team nie planuje oddać mu miejsca, ale odpowiedź była negatywna. Nie chodziło tu o sytuacje na torze. Chodziło o mistrzostwo świata Lewisa Hamiltona. Vettel bronił Mercedesa stwierdzając, że w ich sytuacji polecenia zespołowe są oczywistością. Sam być może nieco żałuje, że nie były oczywistością w tym roku dla Ferrari, zwłaszcza w Monza. Mimo że Sebastian oficjalnie nie przyzna, że nie ma już szans na mistrzostwo, wygląda na pogodzonego ze swoim losem. 50 punktów przewagi, na pięć wyścigów przed końcem to raczej game over.

W Soczi ważna jest moc silnika. Z tego powodu o punkty walczyły samochody napędzane silnikami Mercedesa i Ferrari. Force India, Sauber i Haas. Forma Red Bulla i Verstappena, który po starcie z końca stawki prowadził przez większość wyścigu, robi tym bardziej wrażenie, że McLaren i Renault nie miały w Rosji szans. Kierowcy Renault po odpuszczeniu Q2 i zrealizowaniu swojej taktyki i tak wyjechali z Rosji z zerowym dorobkiem punktowym. Carlos Sainz jechał uszkodzonym samochodem, skupiając się na blokowaniu konkurentów, by Nico Hulkenberg mógł im odjechać, ale Niemiec i tak przyjechał na metę jedenasty. McLaren potrafił walczyć tylko z Williamsami. Fakt, że w klasyfikacji są ciągle przed Force India i Sauberem w ogóle nie oddaje rzeczywistości.

Kierowcy Toro Rosso w wyścigu już na początku padli ofiarą tajemniczej awarii hamulców, ale Honda miała się z czego cieszyć. W Rosji testowano ulepszenia silnika, do wprowadzenia w Suzuka i wypadły ponoć bardzo dobrze. Jeśli to prawda, Red Bull wyposażony w silniki Hondy może być w przyszłym roku silny. Na tym tle Renault i McLaren wyglądają bardzo słabo.

Wobec problemów Renault  walkę o miano króla środka stawki wygrał tym razem Charles Leclerc. Na starcie wyprzedził Estebana Ocona i znalazł się za Kevinem Magnussenem. Haas nie był w Rosji w najlepszej formie i Leclerc już na drugim okrążeniu odważnym manewrem, po zewnętrznej  zakrętu 3, wyprzedził Duńczyka i bez problemu mu odjechał. Tego samego nie potrafili jednak zrobić zawodnicy Force India, którzy utknęli za nim przez cały wyścig. W ten sposób Leclerc i Sauber po raz pierwszy byli najlepsi z reszty. Pokazuje to ogromny postęp jaki zespół zrobił od czasu kiedy szefem teamu został Vasseur, a Alfa Romeo zaczęło wspierać zespół.

Po wyścigu mówiło się tylko o poleceniach zespołowych Mercedesa.  W sezonie 2018 Hamilton wiele razy wygrywał trudne dla jego zespołu wyścigi, dzięki swojemu talentowi. W kluczowym momencie sezonu Mercedes sprezentował mu zwycięstwo. Siedemdziesiąta wygrana Lewisa w Formule 1 była jedną z ważniejszych, gdyż w niemal zapewniała mu tytuł mistrzowski, ale miała dla niego gorzki posmak.

Wyścig w Rosji przejdzie do historii głównie jako tryumf zdrowego rozsądku nad duchem wyścigów.  Widać było, że atmosfera w zespole dotąd zapewniającym swoim zawodnikom równe szanse, nie była po wyścigu najlepsza. Hamilton sam przyznał, że nie jest dumny z tego co się stało. Najważniejsze jednak są punkty.

Jednak bez porównania gorsze nastroje panowały w Ferrari. Gdyby Vettel zdołał na szesnastym okrążeniu utrzymać Lewisa za sobą i przyjechał na metę na drugim miejscu, dałby zespołowi tak potrzebny mu impuls. Po porażce bardzo trudno było już uwierzyć w szanse na mistrzostwo, a komentatorzy zaczęli się zastanawiać, czy Charles Leclerc, który zaliczył w Rosji kolejny świetny występ, nie przychodzi do Ferrari, by stać się nowym liderem zespołu. 

DoSul69XUAIMXpsDoV_a56XUAAnd0ZDoWSq3DXUAAVWW0

© on the limit - blog o Formule 1
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci