Menu

on the limit - blog o Formule 1

Blog o skomplikowanej teraźniejszości i bogatej historii najszybszego sportu swiata

Kubica powraca do F1

emikai12

Stało się to, na co kibice Roberta Kubicy czekali, od czasu kiedy Robert zaczął testować w zeszłym roku dla Renault. Polak w marcu pojawi się w Melbourne jako kierowca wyścigowy. Po aż ośmiu sezonach przerwy. To osiągnięcie, które jeszcze nie tak dawno wydawało się zupełnie nierealne.

DsmHMnvXgAEbdo8

Od kilku dni była to najgorzej strzeżona tajemnica F1. Dzisiaj zespół Williamsa w końcu oficjalnie ogłosił to, czego można było domyślać się od jakiegoś czasu. W ostatnich dniach kolejne plotki zamieniały przeczucia niemal w pewność. Prawie dwa lata spekulacji i plotek, które poprzedzały powrót Kubicy sprawiają, że możemy nie doceniać tego jak ogromnym osiągnięciem jest to, co dzisiaj oficjalnie potwierdzono.

To jeden z najbardziej spektakularnych powrotów w historii nie tylko wyścigów, ale w ogóle sportu. Po przebyciu niewyobrażalnie trudnej drogi, Kubica znów będzie ścigał się w F1.  Nawet dla kogoś tak opanowanego jak Kubica, dzisiejsza konferencja prasowa w Abu Zabi musiała być ogromnie emocjonalnym momentem. Tak emocjonalnym jak mistrzostwo świata. Takie emocje czuje się, gdy to co wydawało się nierealnym marzeniem, w końcu, po latach ciężkiej pracy, staje się faktem.

Dwa lata temu taki scenariusz wydawał się zupełnie nierealny. Rok temu, kiedy zamiast niego Williams wybrał Siergieja Sirotkina, również mogło się wydawać, że to definitywny koniec marzeń Kubicy. Kiedy w tym roku widzieliśmy jak w F1 zaczyna brakować miejsca dla utalentowanych młodych kierowców, takich jak Esteban Ocon czy Stoffel Vandoorne wydawało się szaleństwem myśleć, że ponad trzydziestoletni kierowca z nie do końca sprawną ręką, może takie miejsce znaleźć.

Nadzieja dla Kubicy pojawiła się, kiedy Lawrence Stroll kupił zespół Force India i stało się jasne, że jego syn Lance odejdzie z Williamsa. Gdyby stało się to jeszcze w tym sezonie, Kubica automatycznie wchodziłby na jego miejsce. Starania, by tak się stało, nie zostały jednak podjęte, Polak pozostał rezerwowym, co również wydawało się nie być dobrym znakiem.

Nadzieje jeszcze zmniejszyły się jeszcze kiedy kontrakt z zespołem podpisał George Russell, co miało być wyborem teamu, który poszukiwał młodego utalentowanego kierowcy, gotowego podpisać długoletni kontrakt, a nie częścią transakcji z Mercedesem, choć w tym przypadku należy nieco wątpić w oficjalne deklaracje zespołu. Wydawało się to jednak  następną złą informacją z punktu widzenia Kubicy, bo zespół bardzo potrzebował finansowego wsparcia.

Po zajęciu ostatniego miejsca w klasyfikacji i utracie pieniędzy od dotychczasowego sponsora Martini, kluczową sprawą stało się pozyskanie nowego tytularnego sponsora. Ratunkiem miała być firma Rich Energy, ale tu Williams na ostatniej prostej został uprzedzony przez zespół Haas. W takiej sytuacji ostatnią nadzieją na załatanie dziury w budżecie stali się sponsorzy, jakich wniesie ze sobą drugi kierowca. Mówiono, że Williams oczekuje sumy dochodzącej do dwudziestu milionów euro, czyli takiej jakiej w zeszłym roku Kubica nie był w stanie zebrać. To miał być ostateczny koniec nadziei Polaka.

Potem doszło jednak do niespodziewanego zwrotu akcji, a spowodowało go wydarzenie zupełnie nie związane z Formuła 1. W Polsce została ujawniona taśma z 2013 roku, na której premier Mateusz Morawiecki został nagrany podczas nieformalnej rozmowy. Jednym z najbardziej rujnujących wizerunkowo fragmentów tej taśmy, była wypowiedź o tym, że  Robert Kubica „na szczęście” złamał rękę, dzięki czemu zniknął temat sponsorowania go przez bank, którego prezesem był wówczas Morawiecki. Premier utrzymywał, że był to tylko niefortunny żart i oczywiście nie ma nic przeciwko wspieraniu Kubicy. Wypadało jednak to udowodnić. Najlepszą szansą na zmianę negatywnego zdarzenia w pozytywny przekaz stało się wsparcie starań Kubicy o powrót do F1. Wtedy do gry wszedł Orlen. Firma już wcześniej rozważała wsparcie Polaka, jednak nigdy tak dużą kwotą. Teraz jednak siedli do negocjacji, czy jak kto woli licytacji.

Wydawało się, że negocjacje przyjmą one formę „kto da więcej”, ale najprawdopodobniej okazało się, że przy stole nie ma nikogo, kto jest w stanie bez problemu spełnić żądania Williamsa. Kiedy pojawiły się plotki o powrocie Daniła Kwiata do F1 akcje Siergieja Sirotkina wśród rosyjskich sponsorów nieco spadły, tym bardziej, że wobec słabej formy Williamsa dotychczasowe miliony zainwestowane w Sirotkina raczej chwały Rosji nie przyniosły. Finansowa atrakcyjność innego rosyjskiego zawodnika Artjoma Markiełowa stanęła z kolei pod znakiem zapytania, kiedy jego główny sponsor, a jednocześnie jego ojciec, został aresztowany pod zarzutami korupcyjnymi. Mercedes w ogóle nie był zainteresowany płaceniem ogromnych sum za starty Ocona w najgorszym zespole w stawce. Oferta Kubicy, mimo że również nie do końca spełniała wygórowane zachcianki finansowe Williamsa,  wyglądała na tym tle więcej niż dobrze.

Nie tylko pieniądze były tu istotne. Rozstrzygającym czynnikiem był sam Robert Kubica. Williams w tym sezonie bardzo polegał na jego pracy, mając w kokpitach dwóch niedoświadczonych kierowców. Utrata Polaka byłaby kolejnym bolesnym ciosem dla zespołu, a tych przyjęli ostatnio rekordową ilość. Polak od dłuższego czasu podkreślał, ze pozostanie w Williamsie na kolejny rok w roli kierowcy testowego, nie jest dla niego dobrą opcją i interesuje go wyłącznie posada kierowcy wyścigowego. Zespół mógł na początku nie wierzyć w te deklaracje, ale po tym jak wyszło na jaw, że Polak ma propozycje zostania testerem Ferrari, stało się jasne, że chcąc zatrzymać Kubicę, Williams musi go awansować do pierwszego zespołu.

W takim kontekście zastrzyk gotówki od Orlenu był dla Williamsa świetną wiadomością. W ten sposób nie musieli już wybierać między najlepszym z ich punktu widzenia kierowcą, a pieniędzmi. W tym momencie pozostało już tylko dogadanie szczegółów umowy sponsorskiej z Orlenem. Tym samym możliwe stało się to czego kibice Polaka z całego świata domagali się od niemal dwóch lat. Kubica dostanie w końcu szansę, by udowodnić swoje umiejętności w wyścigu F1. Do tej szansy przygotował się najlepiej jak można, pokazując po drodze zaangażowane i profesjonalne podejście, które musiało zaimponować zespołowi.

Miejmy nadzieje, że pieniądze które w tym roku zespół otrzymał od Sirotkina i Martini zainwestowano w rozwój przyszłorocznego bolidu. Jednak nawet jeśli samochód znów okaże się słaby, dla Kubicy najbardziej istotne jest jak wypadnie na tle utalentowanego George’a Russela. Jeśli go pokona, ma szansę pozostać w F1 na dłużej. Jeśli nie, stanie się jasne, że nie jest tak szybki jak kiedyś i przygoda z F1 może szybko się skończyć.

Niezależnie od tego jak będzie, powrót Kubicy to jedna z najbardziej pozytywnych historii w całej historii F1. Wiele razy zdarzało się, że obiecujący kierowcy kończyli kariery po groźnych kontuzjach, ale nigdy nie zdarzyło się, by ktoś powrócił do F1 po tak długiej rekonwalescencji i z nie w pełni sprawną ręką. Każdy punkt Kubicy byłby z pewnością świętowany przez cały świat wyścigów. Miejmy nadzieję, że do tego świętowania dojdzie. Jeśli Kubica odniesie sukces, stanie się legendą.

PS. W tym szczególnym dniu chętnie skierowałbym kilka nie do końca cenzuralnych słów pod adresem sfrustrowanych hejterów Kubicy, których na rozmaitych forach w naszym kraju występują przerażające ilości, ale raz jeszcze się powstrzymam…

 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • Gość: [bravebeaver] *.toya.net.pl

    No cóż, to nasza duma narodowa, może warto trzymać za niego kciuki. Miejmy nadzieję, że te zainwestowane pieniądze zwrócą się w jego wygranych turniejach.

  • kpdwiejak

    piękna historia

  • kamilok42

    Ja tam nie wiem ale bardzo się cieszę z tego że kubica do nas wraca i bedzie dalej jeździł. Ja wgl jestem zdziwiony że on jeszcze da radę. Super. Pozdrawiam.

  • Gość: [Paweł] *.dynamic.mm.pl

    Człowiek niezniszczalny, nie do "zajechania" ;)

© on the limit - blog o Formule 1
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci